wtorek, 6 maja 2014

19. ...Joe tu był?...

Przetarłem leniwie oczy i podniosłem się do pozycji siedzącej. Moje usta były tak suche, jakbym nie pił od kilku dni, dlatego ostrożnie chwyciłem stojącą na stoliku obok szklankę z wodą  i wypiłem całą jednym haustem. W mojej pamięci znowu wyryła się się czarna dziura, która pochłonęła wszystkie wydarzenia rozgrywające się od mojej poprzedniej pobudki. Czy to sprawka Joe'go? To najbardziej prawdopodobny ze wszystkich scenariuszy... Byłem wściekły. Żałowałem, że go poznałem.
Całe moje ciało było dziwnie otępiałe i ociężałe. Z westchnieniem ulgi przeciągnąłem się napinając zastygłe mięśnie. Jak robiłem to od kilku miesięcy zająłem się też moimi nogami. Nie mogłem znieść ich widoku, dlatego skrupulatnie rozmasowywałem każdy ich odcinek przez kołdrę. Każdego dnia, kiedy to robiłem miałem w duchu cichą, głęboko skrywaną nadzieję, że w pewnym  coś poczuje.... Jednak dalej nic to nie dawało. Jakby ktoś przeczepił do mojego ciała dwie zupełnie nie pasujące, zepsute kłody jako karę. Tylko co ja takiego zrobiłem, że zasłużyłem sobie na taki los?
Wiedziony tą myślą włączyłem laptopa i zacząłem przeglądać stare wiadomości ze mną w roli głównej. Chciałem przekonać się jaki byłem, a to co zobaczyłem upewniło mnie w przekonaniu, że to co mnie spotkało było Bożą karą.
Byłem skończonym idiotą. Zachowywałem się jak jakiś rozkapryszony dzieciak.Wielki bachor, który musi dostać wszystko czego pragnie... portale plotkarskie mnie uwielbiały. Byłem niedościgniony w liczbie wpadek i romansów, dzięki czemu zawsze było o czym pisać. Jak mogłem... jak mogłem robić coś tak okropnego? Dlaczego tyle ludzi musiało przeze mnie cierpieć?
Wściekły zamknąłem laptopa i rzuciłem go na drugą stronę łóżka. Nie mogę dopuścić, abym znowu stał się takim człowiekiem jakim byłem kiedyś... po prostu nie mogę.

*

-Nathan? Jak się dziś czujesz? - usłyszałem kobiecy, tak dobrze znany mi głos - Może jesteś głodny? Powinieneś w końcu zacząć jeść... na kroplówkach długo nie pociągniesz
Zachowywała się, jakby nic się nie stało... Po prostu weszła jak gdyby nigdy nic i stoi teraz przy mnie czekając na moją odpowiedź. Jak można być tak bezczelnym?!
-Wiesz co Kate... ciągle zastanawiam się dlaczego nie zostałaś aktorką, marnujesz się tu, a w Hollywood mogłabyś zrobić niezłą karierę. Ta gra na emocjach, udawanie, że nie masz o niczym pojęcia i jesteś tylko niewinną, słodką panią doktor... no wiesz ja nie wiem jak biorą to pod uwagę reżyserzy, ale u mnie masz Oskara - mówiłem przesiąkniętym ironią głosem, akcentując każde słowo, aby dotarło do niej, że ją przejrzałem i całą gra skończona
Ona jednak wpatrywała się we mnie tępym wzrokiem i jeśli to było udawane zaskoczenie, to była mistrzynią.
-Ja... ja...oo czym ty mówisz? - zapytała patrząc na mnie tymi swoimi pięknymi niebieskimi oczami przepełnionymi szokiem
I wtedy zacząłem mieć wątpliwości co do jej udziału w tym planie. Mimo wszystko chciałem się upewnić.
-Dlaczego znowu go tu przysłałaś, co? Aż tak zależy ci żebym trafił przez to wszystko do psychiatryka? Przyznaje, że do tego już mi niedaleko nawet bez niczyjej pomocy
-Ale o kim ty mówisz?! - odparła coraz bardziej zdezorientowana i zdenerwowana całą sytuacją Kate
-Dobrze wiesz o kim, chodzi mi o tego idiotę Joe'go, naprawdę przestań udawać, że nic o tym nie wiesz, bo to jest tylko coraz bardziej żałosne... - dokończyłem znużonym głosem
Odpowiedziała mi długa cisza, po której z szokiem i niedowierzaniem w oczach usłyszałem
-... Joe tu był? ....

*Kate*
Jak on mógł?! Prosiłam go o jedną, jedyną przysługę, a nie akcję charytatywną! On zawsze potrafi wszystko spieprzyć...
Niemal biegłam przez wypełniony ludźmi korytarz szpitala, aby jak najszybciej znaleźć się w moim gabinecie. Gdy w końcu do niego dotarłam, zatrzasnęłam za sobą drzwi i ciężko opadłam na fotel. Nie musiałam długo czekać, a chwilę później przyszła do mnie Mezzy
-Wszystko w porządku Kate? - zapytała z troską w głosie - Nie wyglądasz najlepiej
-Wszystko dobrze... ja tylko... - zaczęłam, po czym zrywając się nagle bez zastanowienia szybko wzięłam klucze do samochodu  i zarzuciłam na ramiona płaszcz - przekaż ordynatorowi, że musiałam wyjść w bardzo pilnej sprawie i wrócę wieczorem
-Ale...
-Muszę załatwić coś bardzo istotnego i sprawa nie może czekać, ale nie mogę ci nic więcej powiedzieć, porozmawiamy później
Ledwo skończyłam mówić, a już szybkim krokiem zmierzałam na parking. Moja nowa, honda stała zaraz pod szpitalem, dlatego nie miałam problemu z jej znalezieniem. Nie minęło 5 minut, a już przemierzałam londyńskie ulice skąpane w blasku wschodzącego słońca. Miło było obserwować miasto budzące się do życia, tym bardziej, że rzadko miałam taką okazję. Wszędzie roiło się od zabieganych ludzi spieszących się do pracy. Ich zazwyczaj wyblakłe ubrania zlewały się z kolorami budynków, przez co nieraz ciężko było ich dostrzec. Mimo całej swojej zwykłości wszystko było tak niesamowite. Szkoda, że nie mam okazji zakosztować smaku porannej kawy od jednego z przydrożnych sprzedawców... Niemal mogłam poczuć ten niebiański aromat i kojący smak w moich ustach. Ale wróćmy do rzeczywiści. Przez te moje rozmyślania niemal zapomniałam jak wściekła jestem, przez co to uczucie wróciło teraz do mnie ze zdwojoną siłą. Przycisnęłam mocniej pedał gazu i ruszyłam, kierując się w tak dobrze znanym mi kierunku.
Podróż na drugi koniec miasta zajęła mi 3 godziny, co było zasługą ciągnących się kilometrami porannych londyńskich korków. Wjechałam między stare budynki, by zatopić się w wijących się między nimi małych uliczkach. Po kilku minutach znalazłam się pod starym, obskurnym blokiem. Połowa jego okien zabita była deskami, wokół walały się sterty śmieci, a w głębi ciemnej uliczki słychać było czyjeś rozmowy.
Po plecach przeszły mi ciarki. Nie czułam się tu bezpiecznie, ale buzująca we mnie wściekłość nie pozwoliła mi się do tego przyznać. Pewnym krokiem weszłam do budynku i ruszyłam po schodach na 4 piętro. Odgłos stawianych przeze mnie kroków odbijał się echem w pustym korytarzu, przez co zaczynałam się coraz bardziej bać. Tu było za cicho... W połowie drogi zatrzymałam się gwałtownie, ale moje walące serce i pulsująca w uszach krew nie pozwoliła mi usłyszeć żadnych innych dźwięków. Ale moje ciało jasno dawało mi jeden wyraźny sygnał. Ktoś mnie śledzi. Nie zastanawiając się ani chwili dłużej pędem ruszyłam na górę. Gdy zobaczyłam przed sobą drzwi z numerem 22 głęboko odetchnęłam z ulgą i nie czekając ani chwili wpadłam do środka.
Przywitał mnie pusty hol. Było w nim zimno, a porozwalane po podłodze szmaty nadawały niechlujny wygląd całemu pomieszczeniu. Nie musiałam długo czekać na na właściciela mieszkania. Powolnym krokiem wyszedł zza pobliskiego rogu z pustą szklanką w ręku. Miał na sobie czarny bezrękawnik, przez co widać było jego umięśnione ręce. Spodnie tego samego koloru były niemal idealnie dopasowane, a glany, które miał na nogach nadawały osobliwego charakteru całości. Jego rozczochrane włosy w bezładzie opadały na czoło, a zimne oczy patrzyły na mnie pustym wzrokiem
-Witaj Kate - usłyszałam znużony, zachrypnięty głos, przez który cała moja złość gdzieś się ulotniła... ale nie mogłam zostawić tak całej sprawy
-Zapewne domyślasz się czemu tu przyszłam, prawda? - założyłam ręce na piersiach, aby nadać sobie bardziej złowrogiego wyglądu, jednak nic to nie poskutkowało
-Nie mam pojęcia... stęskniłaś się? Jak miło - odwrócił się do mnie tyłem i ruszył w stronę czegoś co w normalnym domu wygląda jak salon
Poszłam za nim, a to co zobaczyłam napełniło moje serce jeszcze większym żalem. W pokoju znajdowały się może jakieś 4 meble, wszędzie pełno było poukładanych w kupki gazet i zdjęć, a wokół unosił się zapach alkoholu. Joe zwalił się na jedyny w tym pomieszczeniu fotel i wypełnił szklankę do pełna koniakiem.
-Jesteś pijany - powiedziałam bezwiednie, opuszczając bezradnie ręce
-Brawo młoda, jak na to wpadłaś? - usłyszałam stłumioną odpowiedź
-Mówiłam ci, żebyś mnie tak nie nazywał! Jestem od ciebie starsza! - zdenerwowałam się, poniewczasie zdając sobie sprawę, że to i tak bezsensu
-Dobra, dobra... przyszłaś tu w sprawie tego chłopaka, prawda? - zapytał unosząc na mnie swój znużony wzrok
-Jakim prawem do niego przyszedłeś? Twoja ingerencja w tą sprawę powinna skończyć się wtedy, kiedy się zaczęła! - odpowiedziałam pytaniem na pytanie, chcąc zmusić go, by odpuścił
-W takim razie uznaj to za moją misję, bo tym razem tak łatwo nie odpuszczę
-To nie jest twoja sprawa Joe! Nie masz prawa się w to mieszać!
-Ach tak? To może wyjaśnisz mi dlaczego ten chłopak leżący na twoim oddziale, pod twoją opieką jest naćpany?! - gniew, który pojawił się w jego oczach spowodował, że na moim ciele pojawiły się ciarki
-Nać... ale... skąd ty... - nie potrafiłam się wysłowić i to był mój błąd...
-Czekaj... Ty o tym wiedziałaś?! - wstał wbijając we mnie lodowate spojrzenie
Wpadłam.
-Nie! Jak możesz nawet... - zaczęłam, ale już było za późno
-To ta cała pielęgniarka, tak? Od razu wiedziałem, że z nią coś jest nie tak
-Nie... Joe... to ja podałam mu te narkotyki

.......................................................
Hey! 
Wiem, że długo mnie nie było, za co przepraszam, ale moja wena i czas mnie nie rozpieszczają ;d
Obiecuję, że postaram sie tym razem dodać coś szybciej :)
Jak Wam się podobało? Mi zakończenie i całą reszta nie szczególnie, ale to tylko moja opinia xd
Ocenę co do długości rozdziału i całej reszty zostawiam Wam ;)
Przyznam szczerze, że teraz gdy nie będzie już TW ciężko będzie mi się pisało, ale postaram się zrobić co w mojej mocy :(
Czekam na Wasze opinie! ;*
Wasza Sierr ;*****
  
P.S. Z góry przepraszam za wszystkie błędy xd



piątek, 21 marca 2014

18. ...Nigdzie się stąd nie wybieram...

Jasno-niebieskie ślepia wbijały się we mnie niczym dwa przecinające mnie na pół sztylety. Zagłębiając się w nie znów traciłem kontakt z rzeczywistością, toną w ich nieskończonej toni. Mój cały świat zdawał się ograniczać tylko do tych dwóch stałych, niezmiennych punktów, które bez oporu rozcinały na części moją duszę, starając się odkryć te najgłębiej schowane w niej tajemnice.
Reszta nie miała znaczenia. Była w tym momencie tylko rozmywającą się dookoła mnie mgłą... mgłą...
W tej chwili wszystko do mnie wróciło. Przed oczami zamajaczył mi czarny, pusty korytarz, na którego środku znajdowały się drzwi. Wielkie, monumentalne, w żaden sposób nie pasowały do tego miejsca. Były jak wyrwane z innej epoki... Majestatyczny mahoń został idealnie oszlifowany. Jego gładka powierzchnia  wydawała się mieć w sobie jakiś mroczny blask, który w niemożliwy do wytłumaczenia sposób emanował w przestrzeń, czyniąc ją jeszcze bardziej tajemniczą niż przedtem. 
Zza lekko uchylonych drzwi powoli wypływały kłęby mgły. Ich smugi wiły się po podłodze niczym białe, smukłe węże powoli zmierzające przed siebie.
Mój puls przyspieszył nagle, wprawiając świat dookoła w ten sam monotonny rytm.
Usłyszałem za sobą głęboki, równy oddech.
-Nathan... Nathan... - szept ten zdawał się odbijać echem w moich uszach, ale był on inny od tego,który słyszałem ostatnio...
Poczułem na swoim karku delikatny dotyk smukłych, zimnych palców, które powoli badały każdy fragment mojej szyi.
Przymknąłem oczy i poddałem się.
Czułem jak każdy dotyk delikatnych jak jedwab opuszków palców zostawia na mojej skórze kojący ślad. Pod moimi powiekami zrobiło się wilgotno przez zbierające się pod nimi łzy. Łzy ukojenia.
Całe moje ciało zaczęło powoli się odprężać. Cały ból jaki czułem ustępował. To było coś niesamowitego.
-Nathan...Nathan! - głos był coraz bardziej natarczywy, ale ja nie chciałem wracać
Tu było moje miejsce. Pośród tego mroku, gdzie nikt nie mógł mnie znaleźć... Mrok... zdawało mi się, jakbym znów cofnął się w czasie.
Znajdowałem się teraz na bezkresnym pustkowiu z oczami wbitymi w rozciągającą się nade mną czarną otchłań. Dookoła panowała ulewa, jednak żadna ze spadających w dół kropel nie dotknęła mojego ciała. Ze wszystkich stron pustkę zaczęły wypełniać rozciągające się na tle czarnej otchłani błyskawice, ale nie było słychać żadnego grzmotu. Jakbym stał w samym środku odciętej od świata próżni.
Przez moją głowę przelatywały zamazane obrazy, które wydawały mi się tak znajome... i znowu usłyszałem ten głos...
-Nathan! NATHAN! - wołał, starając się przedrzeć do mojego umysłu
Wtedy poczułem jakby jakaś niewidzialna siła zaczęła odciągać mnie od tego miejsca. Traciłem grunt pod stopami.
'Nie! Nie! Ja nie chcę!' - krzyczałem na cały głos... a może tylko zdawało mi się, że to robiłem...
Pustkowie gwałtowanie zaczęło się oddalać, a ja leciałem dalej... Nagle znalazłem się w jaskrawym pomieszczeniu o ścianach w kolorze zimnej bieli. Szpital. Tylko to miejsce może tak bezdusznie wyglądać.
Czułem jak czyjeś silne dłonie mocno trzymają mnie za głowę i dopiero wtedy uświadomiłem sobie, kto to robi.
Joe patrzył na mnie szeroko otwartymi oczami, które wydawały się jeszcze bledsze niż zazwyczaj. Raz za razem równomiernie wypuszczał i wdychał powietrze starając się uspokoić.
-No wreszcie coś do ciebie dotarło - westchnął z ulgą i opadł na stojące obok łóżka krzesło
-Co...co się stało? - zapytałem zmieszany odwracając głowę w stronę drzwi, gapiąc się bezcelowo w przestrzeń
-Liczyłem na to, że to ty udzielisz mi tej odpowiedzi... - zaczął, dalej przyglądając się mi uważnie
Potem zaczął mówić coś jeszcze... ale kompletnie nie mogłem skupić się na jego słowach.
Czy w tej sali zawsze było tak hałaśliwie?
Zegar tykał tak głośno, że uderzenie bicza przy tym było jak ciche pstryknięcie palcami... a to nie przestawało tykać! Po co komu zegarki?Tylko człowiek się z tym męczy... za oknem jakiś zagubiony ptak śpiewał swoją ostatnią piosenkę na cześć uczczenia lata, zagłuszaną przez wiejący wiatr. Szelest poruszanych nim liści był tak donośny, jak gdyby ktoś miął w rękach papier tuż przy moim uchu. Tak właściwie dlaczego...
-Nathan? ... wszystko w porządku? - przez wszędobylski haos przebił się dociekliwy męski głos
-Zdefiniuj 'w porządku' - odparłem przecierając oczy, gdyż z każdą kolejną minutą widziany przeze mnie świat stawał się coraz mniej wyraźny
Wszystko zamazywało się przed moimi oczami, jakbym jechał na rozpędzonej  karuzeli.
Każdy dźwięk, każdy ruch zlewał się ze sobą tworząc poplątaną mieszaninę. Przed moimi oczami zamajaczyły dwa zimne punkty, które wydawały się wzywać mnie do siebie... ktoś szeptał po cichu moje imię. Ale te oczy... one nie były błękitne... tylko zielone. Teraz widziałem to wyraźnie. Ogromne szafirowe ślepia wpatrywały się we mnie nieustannie. Na policzku poczułem przyjemny dotyk delikatnej sierści, a po mojej szyi powoli przewijał się smukły, cętkowany ogon.Już kiedyś widziałem tego kota... tak mi się przynajmniej wydawało. Kto by się tym teraz przejmował.
Ogarnęła mnie fala ciepła i spokoju. Na moich ustach pojawił się nikły uśmiech, który w miarę upływu czasu powoli się rozszerzał. Tu było tak.. tak niesamowicie. Moim ciałem wstrząsnął nagły spazm. Dźwięk mojego imienia odbijał się coraz głośniejszym echem w mojej głowie, ale teraz nie zamierzałem poddać się tak łatwo. Nigdzie się stąd nie wybieram

*Joe*
-Nathan! Nathan do cholery! - niemal krzyczałem próbując obudzić chłopaka - nie rób mi tego błagam... nie chcę cie mieć na sumieniu!
Przez chwilę wydawało mi się, że Nathan otwiera oczy, lecz potem jego powieki znowu szybko się zamknęły.
-Nie nie nie nie, nie odpływaj Nathan, bo inaczej już po tobie - potrząsnąłem nim, starając się wymusić jakąś reakcję
Myśl chłopie! Myśl! Co może unieszkodliwić narkotyk... Mam!
Szybko wyciągnąłem z kieszeni ampułkę i wyjąłem z niej jedną z tabletek. Rozkruszyłem ją ostrożnie między palcami i rozchyliłem bardziej usta bruneta wcierając proszek za dolną warkę i pod język. Oby zadziałało.
-Czym oni cię faszerują biedaku... - westchnąłem
Nie mogłem tak zostawić tej sprawy. Zabrałem się za przeszukiwanie szafek...

............................................................
...wolę pozostawić to bez komentarza xd 
-Tak gwoli ścisłości... tak Nathan jest na haju xd a to to taka mieszanka jego snów ;D-
Dziękuję wszystkim, którzy zostawili komentarz pod ostatnim rdz! Było ich aż 8! :D Mój rekord od kiedy wróciłam :D
Nawet nie wiecie ile Wasze komentarze dla mnie znaczą <333
Zachęcam do wyrażania swoich opinii! Tylko szczerze! ;D
Mam nadzieję, że szybko zobaczycie tu nexta :)
Wasza Sierr ;*******



sobota, 15 marca 2014

17. ...I tak Cię znajdę...

Kolejny dzień.
Zegar zaczął wybijać 8 rano.
Nie chciało mi się nawet otwierać oczu, dlatego mój świat pogrążony był w przyjemnym mroku.
Wokół mnie panowała zupełna cisza, przerywana niekiedy cichymi odgłosami kroków na korytarzu. Nawet taka krótka chwila, jeden moment może zadowolić człowieka. Jest swego rodzaju ukojeniem dla umysłu i ciała... można poczuć, jak rozluźniają się mięśnie, a całe ciało się odpręża.
Po jakichś 15 minutach do sali weszła Mezzy.
Nauczyłem się rozpoznawać i rozróżniać ludzi, którzy mnie odwiedzali nawet bez otwierania oczu.
Pewnie dla wszystkich innych czuć ty było tylko szpitalem, bo z tym zazwyczaj się on kojarzy - odorem o nieokreślonym zapachu, który niesie ze sobą niezbyt przyjemne odczucia. Jednak gdy jest się tu od jakiegoś czasu przestaje się to zauważać. Poprzez ten charakterystyczny zapach przebijają się inne, niosące ze sobą przyjemniejsze doznania.
Brunetka na przykład pachniała kwiatami. Była to delikatna woń fiołków, kojarząca się z pokrytymi poranną rosą łąkami, usianymi niezliczoną ilością roślin. Lubiłem ten zapach. Nawet kiedy wychodziła z sali zapach jej perfum unosił się przez jakiś czas w pomieszczeniu.
Zupełnym tego przeciwieństwem była dr Hearn. Można by się spodziewać, że będzie to coś związanego z morskim kolorem jej oczu, jednak miała ona bardziej...wyszukany gust. Bił od niej mocny zapach róż, który błyskawicznie wypełniał pokój. Zmieszany był z delikatną nutą wanilii, ledwo wyczuwalną wśród reszty składników. Max natomiast używał jakiejś wody toaletowej o zbyt ostrym do rozpoznania zapachu.
Jeśli mam być szczery... to zaczęło przerażać mnie to, że z czasem zacząłem zwracać uwagę na tyle szczegółów...

Otworzyłem szeroko oczy.
Wokół mnie panowała zupełna ciemność i niczym niezmącona cisza, pośród której wybijał się jedynie mój nierówny oddech.
Moje oczy z trudem przyzwyczajały się do otaczającego mnie mroku. Dopiero po chwili rozjaśniło się nieco, jak gdyby ktoś zapalił żarówkę, która powoli traciła swój blask, jakby miała za chwilę zgasnąć.
Przywarłem do pobliskiej ściany starając się złapać w płuca lodowate powietrze.
Nagle jakby zza ściany usłyszałem czyjść równy, głęboki i miarowy oddech, towarzyszący głośnym krokom. Przez moje ociekające potem plecy przeszedł zimny dreszcz. 
-O mój b... - zdążyłem wysapać, po czym przerwałem szybko, gdyż na rogu pojawiła się nagle jakaś ciemna sylwetka.
Zamarła w pół kroku i stanęła bez ruchu uważnie nasłuchując i kręcąc przy tym powoli głową. Każdemu jej ruchowi towarzyszył spokojny, głęboki oddech, który echem odbijał się od ścian.
Po ciągnącej się całą wieczność chwili postać ruszyła dalej.
Dopiero, gdy gwałtownie wypuściłem powietrze z ust zdałem sobie sprawę, że wstrzymałem oddech. Podniosłem rękę i powoli przetarłem swoją twarz. Nie rozumiałem nic z tego, co się tu działo.
Jedyna rzecz, której byłem pewny to to, że ten człowiek kogoś szuka.
A tym kimś byłem ja.

Odczekałem jeszcze chwilę i powoli ruszyłem za siebie. 
Rozglądałem się nerwowo dookoła. Bałem się, że w pewnym momencie napotkam postać, która chce mnie dopaść. Po przebyciu kilku metrów usłyszałem mrożący krew w żyłach szept
-Nie ukryjesz się... zawsze Cię znajdę...
Ogarnęła mnie panika. Gorączkowo zacząłem rozglądać się za upragnionym wyjściem, jednak nigdzie nie mogłem go znaleźć. Tymczasem mój prześladowca kontunuował
-Dokądkolwiek pójdziesz, gdziekolwiek się ukryjesz i tak Cię znajdę... Nigdzie nie jest bezpiecznie... nigdzie nie zaznasz spokoju... Nathan
W momencie, gdy usłyszałem swoje imię zastygłem bez ruchu. Nie będąc w stanie nic zrobić. To właśnie doprowadziło do straty przeze mnie równowagi.
Zachwiałem się nieznacznie, po czym przeniosłem ciężar ciała z jednej nogi na drugą.
W tej chwili zrozumiałem, że to już koniec.
Poczułem pod stopą ostry kształt i w chwili, gdy mocniej na niego nacisnąłem zaczął się rozpadać.
Przedmiot rozleciał się pod wpływem mojego ciężaru w drobny mak z trzaskiem, który pośród panującej ciszy rozległ się niczym uderzenie pioruna. W tej samej chwili na końcu korytarza ujrzałem zbliżającą się w moim kierunku czarną sylwetkę.
W mgnieniu oka zerwałem się do ucieczki. Z impetem wpadłem na ścianę, która nie wiadomo skąd pojawiła się tuż przede mną. Usłyszałem za sobą dudnienie kroków i niezmienny miarowy oddech.
Zacząłem biec w przeciwnym kierunku. Czułem się, jakbym biegł przez niezmierzony labirynt i bałem się momentu, w którym nie będę miał gdzie uciec.
Biegnąc dalej w szalonym tempie niemal czułem na sobie oddech mojego prześladowcy. 
Cały czas słyszałem jego szept, jednak krew pulsowała mi w uszach tak mocno, że nie mogłem rozróżnić ani jednego słowa.
Widziałem, że korytarz zaczyna się zwężać.
Wiedziałem, że niedługo to wszystko się skończy.
Nagle kilka metrów przede mną pojawiły się ogromne mahoniowe drzwi. Były lekko uchylone, a z ich wnętrza wydostawały się smugi gęstego, mlecznego dymu...
Nie, nie dymu... mgły.
Stanąłem jak wryty, nie wiedząc co mam zrobić. Człowiek, który mnie gonił był coraz bliżej... z drugiej jednak strony w tych drzwiach... a raczej w tym co było za nimi było coś, co mnie przerażało. Jakby jakaś część mnie wiedziała, co tam znajdzie i była wstanie zrobić wszystko, aby do tego nie dopuścić... Poczułem za sobą czyjąś obecność... nagle znów usłyszałem ten krzyk
-NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!

Gwałtownie podniosłem się z poduszki.
Drobne krople potu spływały po moim ciele, a ich smugi układały się w nieregularne wzory. Moja klatka piersiowa unosiła się szybko, wprawiając w ten sam ruch pokrywającą dolną część mojego ciała kołdrę,a w mojej skroni znowu pojawiło się bolesne pulsowanie.
Wtedy poczułem na sobie uważne spojrzenie zimnych jak sople lodu błękitnych oczu.


......................................................
Sama nie wiem jak określić to, co napisałam... mi się to kompletnie nie podoba i zaczynam myśleć, że powrót nie był jednak zbyt dobrym pomysłem :./
A Wy jak uważacie? Czy kontynuowanie tego bloga ma jakiś sens jeśli tak kompletnie nie idzie mi pisanie?

Także ten... Czekam na Wasze opinie w komentarzach
Wasza Sierr ;*********

P.S. Dziękuję za nominacje do Liebster Award, odpowiedzi i całą resztę postaram się umieścić pod następnym -o ile do tego dojdzie-postem




 

piątek, 7 marca 2014

16. ...Chyba mnie z kimś pomyliłeś...

-Niespodzianka - usłyszałem nieco ochrypły głos - Pewnie nie spodziewałeś się mnie tutaj, myślałeś, że już więcej się nie zobaczymy, co? - powiedział z nutą ironii, a zaraz potem jego mina zrzedła - Szczerze mówiąc to ja też tak myślałem
Pierwszy szok powoli mijał. Po co on tu przyszedł? Nie będę miło wspominał jego ostatniej wizyty i nie spodziewam się by następne miały być przyjemniejsze.
Przyglądałem się mu dokładnie. Jeśli mam być szczery... nie wyglądał najlepiej. Stał pewnie na swoich nogach, ale w jego postawie widać było rezygnację. Oczy, te niegdyś bijące nieskazitelnym blaskiem dwa błękitne opale, straciły swój blask. Były opuchnęte, a pod nimi rozciągały się długie ciemne smugi. Nie przespał co najmniej kilku ostatnich nocy. Miał na sobie czarne spodnie, pomiętą szarą koszulkę i ciemnobrązową skórzaną kurtkę.
W głębi serca zrobiło mi się go żal, jednak nie dałem tego po sobie poznać.
-Czego tu chcesz? - zapytałem oschle
-Mi też miło Cię widzieć Nathan, jak mniemam ucieszył cię mój widok... ale nie powiem, nie spodziewałem się radosnego powitania - odpowiedział głosem wyzutym z wszelkich emocji - no więc...
-Kate cię tu przysłała, prawda?
-A gdybym zaprzeczył, uwierzyłbyś? - uniósł pytająco prawą brew. Nie usłyszał odpowiedzi - Tak też myślałem
Rozglądnął się po pokoju.
-Taaa... nie wiele się tu zmieniło
Powolnym krokiem poszedł w kierunku okna i odsłonił powoli zasłony.
-Ołłł... próbowałeś się aż tak drastycznie stąd wydostać? No no, przyznam szczerze, że...
-To od zewnątrz - wtrąciłem poirytowany
Joe lekko przejechał palcami po szybie.Na jego czole pojawiły się dwie pionowe zmarszczki, gdy uważnie przyglądał się śladom.
-Hmmm... to ciekawe - zastanawaił się, po czym otworzył jedno z okien - Przyda się tu trochę świeżego powietrza
-Możesz mi w końcu powiedzieć po co tu przyszedłeś? - coraz bardzej zaczynał denerwować mnie swoją obecnością
-Otóż jestem tu, aby ci pomóc - usiadł na krześle obok mojego łóżka
-Jesteś 10 osobą, która mówi mi to w tym tygodniu, wymyśl coś bardziej oryginalnego, ten żart już znam
-Nowego? Mówisz - masz. Jestem tu aby uświadomić ci błędy w twoim jakże genialnym rozumowaniu, które polegają na tym, że jesteś totalnym pesymistą, a w dodatku idiotą - uśmiechnął się sztucznie, czekając na moją reakcję
-Skoro takie są twoje zamiary, to możesz od razu wyjść i nie marnować naszego czasu
-O nie, nie mój drogi, chyba mnie z kimś pomyliłeś. Nie mam cycków, blond włosów, ani nie jestem doktorem. Tym bardziej nie zamierzam przejmować się twoimi dziecinnymi humorkami - powiedział przyjaznym tonem, wbijając we mnie spojrzenie swoich świdrujących oczu - Pierwsza rada, ogarnij się. Przyjmij ją jako taki specjalny prezent powitalny i radziłbym ci dogłębnie ją rozważyć zamiast wymyślać kolejne sposoby pozbawienia się życia... a tak poza tematem... podcięcie sobie żył jest takie popularne... już bardziej podobał mi się numer z lekami... całkiem poetyckie - kręcił głową na boki rozmyślając
Co za debil! Co on sobie w ogóle myślał?! Był najbardziej irytującym facetem jakiego znam... a przynajmniej pamiętam. Już dawno nikomu nie udało się mnie tak zdenerwować. To zawsze ja panowałem nad sytuacją, ja doprowadzałem innych di szału... a tu było zupełnie odwrotnie. Nie miałem żadnej kontroli. W mojej głowie pojawiło się kłujące pulsowanie. Zrobiłem kilka głębokich wdechów.
-Pierwsza rada? Masz zamiar mnie jeszcze odwiedzić? Jak miło
-Nie musisz się tak wysilać Nathan, to widzimy się jutro mały, nie zapomnij o czym mówiłem! - podniósł się z krzesła i wyszedł zamykając za sobą drzwi
-Już nie mogę się doczekać. Skacze z radości - mruknąłem do siebie
Odruchowo dotknąłem moich bezwładnych kończyn. Może jednak w tym co mówił Joe jest jakiś sens? Może... może rzeczywiście jest jeszcze dla mnie szansa... choćby minimalna. Skarciłem się w duchu. 'To żałosne, że jeszcze w to wierzysz...' mówił głos w mojej głowie.
Głośnym westchnieniem wypuściłem powietrze z płuc.
Czy coś zakłuło mnie pod mostkiem czy to już tylko moje wyobrażenia?
Odwróciłem głowę w stronę okna. Zapowiadał się dziś piękny dzień.
Ciekawe czy jeszcze kiedyś uda mi się podziwiać takie wspaniałe poranki nie tylko zza szpitalnych murów.

......................................................
Hello :D
Jak się macie? Mam nadzieję, ze u Was wszystko ok ;)
Dziękuję Wam za wszystkie komentarze,które pojawiły się pod ostatnim postem! JESTEŚCIE WIELKIE :*
Chciałabym, żeby ten rozdział też udało się Wam jakoś przeczytać xd
Tak wgl to co o nim sądzicie?
Czekam na Wasze opinie ;D
Jeśli to przeczytałyście, to proszę skomentujcie. Dla Was to tylko kilka minut, a dla mnie znaczy bardzo wiele! Daje mi motywację do dalszego pisania :)

Do następnego! (oby udało mi się coś sklecić ;p)
Wasza Sierr ;********

 Dziękuję za ponad 9 900 wyświetleń! :***




wtorek, 4 marca 2014

15. ...Nic nie wiesz...

* 6 miesięcy później *
- To już drugi raz w tym miesiącu Nathan... naprawdę aż tak spieszy ci się na ten drugi świat? - zapytała znużonym głosem dr. Hearn - juz nie wiem co mamy z tobą zrobić. Przecież nie możemy obserwować cię cały czas!
Tak było za każdym razem. Miałem już dość tych bredni... nie mogli mi po prostu dać odejść? Nie potrafili zrozumieć, że ja nie chce tak żyć?! Przyznaje, może podcięcie sobie żył nie było najlepszym z moich pomysłów, ale udało by sie gdyby tylko nie ta idiotka Mezzy. Zawsze musiała przyjść nie w porę...
-... Gdybyś tylko dał nam szanse... gdybyś dał sobie szanse to wszystko nie musiałoby tak wyglądać... Wiem, że... - ciągnęła swoj monolog Kate
-Wyjaśnijmy sobie jedną rzecz - wtrąciłem poirytowany - nic nie wiesz. Bo skąd mogłabyś widzieć? To nie ty leżysz tu przkuta do łóżka od niemal roku. To nie ty masz być kaleką do końca życia...
-Mówiłam ci, że jeśli tylko...
-Nie przerywaj mi! - wycedziłem przez zęby - dobrze wiesz, że nie ma szans na to, ze będę chodził, okłamujesz tylko siebie i mnie, nie rób nam obojgu złudnej nadzieji!
-Jesteś niemożliwy!!! Mógłbyś w końcu przestać zachowywać się jak rozwydrzony bahor! To ci w niczym nie pomoże!
Po tych słowach trzasnęła drzwiami i zostawiła mnie samego. Znowu... takie kłótnie zdarzały się coraz częściej i niestety zawsze się tak kończyły.
Nie potrafiłem rozmawiać o tym inaczej. Myśl o tym, że nie będę chodził doskwierała mi coraz bardziej z każdym dniem.
Wszystko stało sie takie przytłaczające. Miałem wrażenie, że otaczająca mnie przestrzeń staje sie coraz mniejsza. Zrobiło sie tu ciasno i duszno. Nie raz w nocy budziłem się nie mogąc nabrać powietrza do płuc, często zdarzało mi się też spaść z łóżka... Czułem jak każdy kolejny wdech sprawia mi coraz większy ból, nie fizyczny, ale psychiczny... z jednej strony oznaczał następny dzień udręki, natomiast z drugiej dawał nadzieję, którą jak idiota ciągle gdzieś w głębi swojej duszy ciągle miałem.

Kolejne dni mijały szybko, nie różniąc sie od siebie niczym szczególnym. Codziennie przychodziła do mnie Mezzy z lekami, a w jeden dzień odwiedził mnie nawet Max, starając się namówić mnie do podjęcia rehabilitacji.
-To teraz twoja jedyna szansa Młody, nie zmarnuj jej
Powtarzał to za każdym razem kiedy tu przychodził.
Po co mialem to robić? Przecież nie miałem szans żeby chodzić. Wózek był moją jedyną opcja, więc po co się męczyć?

Zegar zaczął wybijać północ. Czekała mnie kolejna bezsenna noc. Nie brakowało ich w ostatnich miesiącach. Nie czułem się zmęczony, choć czułem, że moje powieki stają sie coraz cięższe. Nie chciałem jednak zasnąć. Czym to było spowodowane? Mógłbym sobie wmawiać, że to przez burze szalejącą za oknem, ale prawda była zupełnie inna.
Bałem się. Cholernie się bałem. Mimo iż nie miałem żadnego snu od jakiegoś czasu to każdy wieczór, każda noc była dla mnie wyzwaniem. Ciągle kiedy o tym myślę słyszę rozdzierający moją glowe krzyk od którego nie jestem w stanie się uwolnić.
Niekiedy budzę się nagle zlany potem ale nic nie pamiętam. Tak jakby jakaś część mojego mózgu odgradzała mnie od tego. Tak jakby przeszłość a teraźniejszość dzieliła gruba ściana przez którą nie potrafię się przebić.
Nagle moje rozmyślania przerwało ciche skrobanie. Nie był to pierwszy raz kiedy je słyszałem.
Zawsze gdy o tym wspominałem pielęgniarka tłumaczyła, że to gałązki drzew podczas silnego wiatru ocierają się o okno. Ja jednak wiedziałem, że to nie było to...

7 rano. Przez zasłony do pokoju zaczynają przedzierać się nieśmiało nikłe promienie wschodzącego słońca. Po wczorajszej burzy pozostało tylko wspomnienie. Za oknem słychać śpiew ptaków, który niestety pojawia się tu coraz rzadziej. Nadchodzi jesień... chciałbym żeby przyniosła ze sobą jakąś odmianę, coś co urozmaiciłoby nieco codzienność.
W tym też momencie drzwi do sali otworzyły się.
Przez chwile myślałem, że znowu mam zwidy. Jednak szybko przekonałem się, że to wszystko dzieje się naprawdę.

 .............................................................

Witam wszystkich :)
Tak wiem... nie wyszło mi to tak jak chciałam, ale dajcie mi trochę czasu a postaram się trochę rozkręcić ;)
Jeśli ktoś to przeczyta to jest wielki i składam mu pokłony!
Jakie to świetne uczucie tu wrócić ^^
Tak właściwie to co u Was? Strasznie się stęskniłam! ;***
Zachęcam do -szczerego- komentowania, dajcie mi znać jeśli się Wam podobało lub nie :)
P.S. Możenie zostawić w komach linki do waszych blogów, postaram się przeczytać :)
Jeśli macie jakieś pytania piszcie na tt lub na mojego maila adri.22@interia.pl, obiecuję, że odpisze!

Do następnego!
Wasza Sierr ;******


piątek, 28 lutego 2014

Powrót

Hej, nie wiem czy mnie jeszcze wgl pamiętacie :) .. dawno nie było mnie na tym blogu.
Ostatnio naszło mnie na wspomnienia i zaczęłam się zastanawiać nad dokończeniem tego bloga...
Co Wy na to?
Ma to jakiś sens?
Dajcie znać w komentarzach lub na twitterze!

Wasza Sierr ;***

piątek, 16 sierpnia 2013

14. ...Sto lat Młody...

Mijały dni, może nawet tygodnie... już dawno przestałem liczyć. To i tak nie miało sensu.
Z każdą kolejną wybijającą na zegarze godziną miałem tego wszystkiego coraz bardziej dość. Nadzieja, ze to co się dzieje to jeden zwykły koszmar już dawno przestała istnieć. Wszystko co robiłem ograniczało się do leżenia i gapienia w okno. Miałem wrażenie, że cały świat stoi w miejscu. Codziennie odwiedzali mnie różni lekarze i specjaliści. Po co? Nie mam pojęcia, ale ich obecność nie zmieniała zbyt wiele. Ciągle tylko kręcili ze smutkiem głowami, a ich miny stawały się coraz bardziej ponure. Jedyną.. a właściwie jedynymi osobami, które cały czas miały jeszcze jakąś nadzieje były Mezzy i Kate, nie licząc również przyjaciół, którzy odwiedzali mnie w każdej wolnej chwili. Pewnie dowiedzieli się co się stało, bo nie byli zbyt radośni... ale co dziwne dalej wierzyli, że wszystko będzie dobrze i podnosili mnie na duchu. Podziwiałem ich za to.
Pewnego dnia , kiedy zajęty byłem jakże interesującym oglądaniem ścian, do mojej sali weszła cała paczka moich znajomych. Chłopaki weszli jako pierwsi, a zaraz za nimi dziewczyny... Trochę dziwnie.. ale zaraz okazało się dlaczego było tak, a nie inaczej.
Nereesha niosła w swoich rękach ogromny czekoladowy tort, a Kelsey i Jess taskały e sobą zapakowane paczki.
-Wszystkiego najlepszego Nathan! - wydarli się Siva i Jay, po czym rzucili się na mnie ściskając radośnie
-Sto lat Młody – dołączył się Max
-Dziękuję... ale z jakiej to okazji? … - zapytałem zdezorientowany całą sytuacją
-Przecież dziś są twoje urodziny, nie mogliśmy w ten wyjątkowy dzień zostawić cię samego w szpitalu – odparł Jay
Dziewczyny podsunęły mi pod nos tort.
-Pomyśl życzenie – wyszeptała Jess i obdarzyła mnie promiennym uśmiechem.
Myśl Nathan, myśl... czego pragniesz bardziej niż czegokolwiek innego... Mam.
Zdmuchnąłem świeczki, a wąskie smugi dymu smagały delikatnie moją twarz. Oby moje życzenie się spełniło.
-O czym pomyślałeś? - zapytał zniecierpliwiony Jay
-Jeśli bym ci powiedział, to nici z mojego życzenia – powiedziałem spokojnie biorąc do ręki ukrojony przez Kelsey kawałek tortu
Była to pierwsza rzecz, jaką miałem w ustach od dłuższego czasu... Nie miałem najmniejszej ochoty tego jeść, ale nie chciałem nikomu zrobić przykrości i kolejny raz dawać im powód do zmartwień. Tort był całkiem dobry... w każdym razie na pewno lepszy niż kroplówka.
A tak właściwie... Czy gdybym został od niej odłączony to przyspieszyłoby to moją ucieczkę z tego miejsca? W tym duchowym sensie? Trzeba będzie kiedyś spróbować....

Przesiedzieli u mnie cały dzień. Wydawali się być szczęśliwi, że spędzają ze mną ten czas... A przynajmniej większość z nich.
Moje umiejętności aktorskie tak wytrwale trenowane w ostatnich dniach przyniosły zadowalające efekty, bo nikt nie zorientował się co tak naprawdę czuję. Byłem uśmiechnięty i radosny i udawałem, że wszystko jest w porządku i mój stan ciągle się poprawia.
Wcale tak nie było.
Z dnia na dzień było coraz gorzej, tylko kroplówka utrzymywała mnie przy życiu. Moje ciało było w połowie sparaliżowane i szanse, że odzyskam jakąkolwiek sprawność były niemal równe zeru.
Z psychiką było jeszcze gorzej, a czytanie ciągłych komentarzy, w których ludzie życzą mi śmierci wcale nie pomagało. Jedyną myślą krążącą w mojej głowie było jak ze sobą skończyć.

A wracając do rzeczywistości....

Północ.
Zegar ciągle wybija nigdy nieustającą melodię, przypominając, że czasu nie da się zatrzymać.
Znowu nie mogę spać. A może nie chcę w obawie, że znów nawiedzą mnie te dziwne sny...
Leże z zamkniętymi oczami i balansując na granicy snu i jawy słyszę tak dobrze mi znany kobiecy głos:
Wszystko będzie dobrze Nathan, obiecuję, że niedługo wszystko się zmieni...


...........................................
Witam wszystkich :)
Nie wiem, czy ktoś wgl przeczyta ten rdz, ale postanowiłam coś napisać jakby ktoś czekał ;*
Dziękuję Wam za ponad 6 tys wyświetleń i wszystkie nominacje!
Obiecuje, że postaram się na nie odpowiedzieć jak najszybciej ;) A;e wolałam najpierw dodać rdz ;*
Dziękuję Wszystkim, którzy przeczytali ten rdz bo wiele to dla mnie znaczy..
Czytałam wszystkie Wasze opowiadani, ale z powodu braku czasu nie zostawiałam pod nimi komentarzy, obiecuję, że pod kolejnymi postami je znajdziecie ;)
Życzę Wam miłego weekendu i zachęcam do komentowania ;***
P.S Następnym razem -o ile wgl będziecie chcieli- postaram się napisać dłuższy rdz ;)
Wasza Sierr ;****

Happy #FanFriday! :D


 

piątek, 31 maja 2013

13. ... Lubię słuchać bajek...

Gdy nastał ranek, nie miałem nawet ochoty otwierać oczu. Widok moich bezwładnych kończyn dalej krążył po mojej głowie nie dając mi spokoju. Chciałbym przestać o tym myśleć. To jednak silniejsze ode mnie. Jedyne co teraz sobie wyobrażałem, to to jak będę wyglądał jeżdżąc na wózku lub chodząc o kulach.
W tym momencie do pomieszczenia weszła uśmiechnięta od ucha do ucha blondynka, a zaraz za nią ujrzałem okrągłą twarz Mezzy.
-Witaj Nathan, jak się dzisiaj czujesz? - zapytała -Mógłbyś już przestać zachęcać nas do nocnych wizyt u ciebie – dodała radośnie
Popatrzyłem na nią wzrokiem pełnym wściekłości i bólu. Aż niedobrze robiło mi się, gdy widziałem jej uśmiechniętą twarz.
-Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć? - wycedziłem przez zęby
-Ale o czym? - odparła Kate, lekko mrużąc oczy
Gotowało się we mnie. Miałem ochotę rozwalić wszystko co znajdowało się dookoła, łącznie z dwoma kobietami stojącymi niedaleko mnie.
-Poczekaj, hmm... Niech no pomyślę – zacząłem sarkastycznie – Może o tym?! - dodałem, zdzierając kołdrę i pokazując tym samym moje opuchnięte nogi.
Kobiety popatrzyły po sobie, wymieniając zmieszane spojrzenia.
-Nathan, posłuchaj... - zaczęła dr. Hearn
Parsknąłem poirytowany.
-Posłuchaj? - zacząłem w miarę spokojnie -Czego mam słuchać? Kolejnych kłamstw, bzdetów, które cały czas mi wpajacie? Co za komedia – ciągnąłem, coraz bardziej podnosząc głos i kręcąc z coraz większym poirytowaniem głową – No i co teraz mi powiecie, hmm? Dalej, nie krępujcie się, lubię słuchać bajek
-Nathan.. Tak wiem, masz prawo być wściekły, doskonale zdaję sobie z tego sprawę, ale chciałam po prostu, żebyś najpierw wydobrzał... Nie sądziła, że wszystko tak się potoczy...
-Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć? - wbiłem w nią lodowate spojrzenie
Nie padła żadna odpowiedź, a dotychczas pewna siebie kobieta stała przede mną ze wzrokiem wbitym w ścianę niczym potulny przedszkolak czekający na wymierzenie kary
-Wcale nie zamierzałaś mi tego powiedzieć – stwierdziłem oschle – Nawet nie zamierzałaś mnie łaskawie poinformować, ze nie mogę chodzić... A ci, którzy tu przyszli wiedzą?
Zero reakcji, co potwierdziło tylko moje przypuszczenia.
W tym też momencie doznałem pewnego rodzaju olśnienia.
-To dlatego przyszedł tu ten facet – zaśmiałem się – chciałaś pokazać, ze z moim zdrowiem jest lepiej niż wszyscy przypuszczali, że coś jednak pamiętam... Niegłupie, niegłupie... - pokiwałem głową
Mezzy stała przy drzwiach starając się pojąc o czym rozmawiamy. Po jej minie nie sądzę, żeby się we wszystkim połapała. Sam ledwo to robiłem.
Może nie był to najlepszy pomysł, ale przynajmniej i tak nieco poprawiliśmy twoją sytuację – warknęła Kate kompletnie nie panując nad gniewem
-Poprawiliście?! Ja bym ujął to raczej jako ' stworzyliśmy pozory, że jest z tobą lepiej niż na to wygląda' – odwarknąłem naśladując ironicznie ton blondynki – Nic nie zmieni faktu, że jestem teraz kaleką! - wydarłem się, a w moich oczach pojawiły się łzy
Dr. Hearn cofnęła się krok w tył. Chyba moje słowa uderzyły w samo sedno.
-Nie jesteś kaleką, są spore szanse, że odzyskasz całkowitą sprawność, musisz tylko...
-Wyjdź – przerwałem
-Nathan, daj mi dokoń...
-Powiedziałem wyjdź! - warknąłem przenosząc swój wzrok z podłogi na jej zakłopotaną twarz
-Posłuchaj...
-Nie słyszałaś, co powiedziałem?! Wynocha! - wydarłem się na całe gardło, podnosząc z poduszki
Blondynka zmierzyła mnie zrezygnowanym spojrzeniem, po czym odwróciła się i szybko opuściła salę.
W drzwiach natomiast dalej stała Mezzy. Patrzyła na mnie osłupiała, a w jej oczach widziałem niedowierzanie i niewyobrażalny smutek.
-A ty na co czekasz?! Wynoś się stąd!
Oczy brunetki napełniły się, łzami. Podeszła do łóżka, położyła na nim jakiś pakunek i bez słowa wyszła, zamykając za sobą drzwi.
Zacisnąłem mocno pięści, starając się uspokoić.
Moje serce miało ochotę wyrwać się z mojej klatki piersiowej, a ból spowodowany pulsem w skroniach stawał się nie do wytrzymania.
Wdech i wydech, powtarzałem w myślach, uspokajając tym samym oddech. Muszę bardziej zacząć panować nad tym, co się ze mną dzieje... Kiedy już zdołałem nieco odprężyć, zająłem się przyniesioną przez Mezzy paczką. Położyłem ją na kolanach i powoli, starając się nie zniszczyć papieru zacząłem ją otwierać. Po chwili moim oczom ukazał się czarny laptop, do którego przyczepiona byłą biała karteczka, które treść brzmiała:

Na zabicie nudy podczas wypoczynku ;D
Trzymaj się i wracaj szybko do zdrowia!
~Jess, Jay, Max, Tom i Siva x
Mimowolnie na mojej twarzy pojawił się nikły uśmiech.
Cieszyłam się, że nie zapomnieli o danej obietnicy. Szybko włączyłem sprzęt i rozpocząłem czytanie wiadomości.
Internet ciągle przepełniony był informacjami na mój temat. Dziwiło mnie aż takie zainteresowanie moją osobą... Po przeglądnięciu wszystkich postów przyszedł czas ba komentarze. Wiele osób życzyło zdrowia, szybkiego powrotu na scenę... Ale wcale nie mniej było komentarzy typu:
'co za szkoda, że się wybudził, powinien zdechnąć!'
'żyje? A już miałem nadzieję, że mamy go z głowy...'
'oby nigdy nie wyszedł z tego szpitala!'
To bolało. I to bardzo...
Co ja takiego im zrobiłem? Byłem aż tak złym człowiekiem?
Kim trzeba być, żeby życzyć innemu śmierci...
Wyłączyłem laptopa w momencie, kiedy moje oczy zaszły mgłą od zbierających się w nich łez.
Położyłem się na boku, starając się ułożyć jakoś rękami moje nogi.
W końcu wykończony trudami dzisiejszego dnia opadłem na poduszkę. Łzy cienkimi strumieniami spływały po mojej twarzy, skręcając na każdej nierówności.
Już nigdy nie będę płakał – powtarzałem w myślach, zaciskając przy tym zęby.
Nigdy więcej.

........................................................
Dłuższy niż zwykle! Zadowolone? :P
Nie będę sie na jego temat wypowiadać, bo moja opinia najwyraźniej jest Wam zbędna xd
Dedyk dla:
Dreamer - niedługo Twoje komentarze  będą dłuższe od moich rdz ;P
San x - Nawet nie wiesz jak bardzo jestem szczęśliwa czytając Twoje opinie :)
A tak w ogóle... Czy to opo naprawdę aż tak bardzo różni się od tego co do tej pory czytaliście?
Bo jakoś nie chce mi się wierzyć ;P
Następny... Nie wiem kiedy, bo moja wena uległa wyczerpaniu :dd
Czekam na Wasze opinie w komentarzach ;D 
Wasza Sierr ;******

Happy #FanFriday! ;D


niedziela, 26 maja 2013

12. ...Nie będzie łatwo rozstrzygnąć tej sprawy...

Następne dni mijały spokojnie. Codziennie skazany byłem na wizyty Mezzy, która starała się 'umilić' mi czas rozmową. Na początku było ciężko i nie raz miałem ochotę coś jej zrobić, jednak z biegiem czasu okazało się, że wcale nie jest tak źle.
Zacząłem sam częściej wtrącać się w rozmowę i muszę przyznać, że coraz bardziej lubiłem tą brunetkę. Na szczęście moje mordercze wizje już więcej się nie pojawiały. To cieszyło mnie jeszcze bardziej.
W tym też czasie, jak się spodziewałem odwiedziła mnie policja.
Dwóch umundurowanych mężczyzn dokładnie wypytało mnie o stan mojej pamięci i co wydarzyło się przed wypadkiem.
Ja jednak nie mogłem im zbyt pomóc. Sam chciałbym wiedzieć, co się stało...Kiedy natomiast zapytałem, czy wiadomo coś więcej, otrzymałem jedynie stek wymijających odpowiedzi i ukradkowych spojrzeń.
Nie będzie łatwo rozstrzygnąć tej sprawy...


Była cicha noc.
Leżałem spokojnie w łóżku ze wzrokiem wbitym w mrok, nie mogąc zasnąć.
Cały czas myślałem o tym wypadku... Myśl, że wszyscy mnie okłamują i o czymś mi nie mówią nie dawała mi spokoju. Na pierwszy rzut oka widać było, że coś jest nie tak.
Porozumiewawcze spojrzenia i unikanie sensownych odpowiedzi... Jaki to miało cel? Dlaczego nikt w tym cholernym szpitalu nie może być ze mną szczery?! Coraz bardziej mam tego wszystkiego dość...
Wtem moje rozmyślania przerwał dziwny dźwięk. Coś jakby.. Skrobanie? Chyba nie znajdę lepszego określenia. W każdym razie wśród panującej w pomieszczeniu ciszy słychać go było bardzo wyraźnie.
Dochodził on od strony okna, które jak zazwyczaj zasłonięte było -o ile się nie mylę- bordową zasłoną.
Co to było?
Tak okropnie chciałem się tego dowiedzieć...
Niestety, a może i stety ciekawość wzięła górę nad moim rozsądkiem.
Powoli zacząłem podnosić się z łóżka. Zabandażowana ręka dalej nieco mnie bolała, jednak było już o wiele lepiej. Siedziałem tak chwilę, by zawroty głowy ustały i odkryłem się. Moim oczom ukazały się nogi... Niepewnie dotknąłem ich jedną ręką.
Ruch ten, a może moja reakcja po tym, co się stało sprawiły, że moje serce zaczęło bić jak oszalałe, a w mojej głowie natychmiast pojawił się przeszywający ból.
Nie mogłem wytrzymać!
Odruchowo chwyciłem się za skronie i z grymasem na twarzy przymrużyłem oczy.
Potem znów usłyszałem tylko przeraźliwy pisk maszyn i opadłem na łóżko.
Jedyną częścią ciała, która nie sprawiała mi bólu były nogi.
Wiecie dlaczego?
Bo były całe w zadrapaniach, sine i nie miałem w nich najmniejszego czucia.

...................................................
Krótki i do dupy.. Ale juz chyba powinniście się  przyzwyczaić :)
Może choc trochę się Wam spodoba :) 
Dedyk dla @tobewithyoutw ;******
Coraz mniej osób komentuje... no cóż. Będę pisać dla tych, którzy zostali o ile chcecie oczywiście ;)
Obiecuję, że następny będzie dłuższy i postaram się go szybko dodać ;**
Zachęcam do komentowania i zapraszam na mojego drugiego bloga <link wyżej>
Wasza Sierr ;****

Happy #SykesSunday! ;D



sobota, 11 maja 2013

11. ...'Zgadnij, kto to?'...

Jak to nie było?!
Co to miało znaczyć?!
Nie strugajcie ze mnie wariata! Wiem, że może coś jest nie tak z moją psychiką, no ale już bez przesady...
Dziewczyna jednak szybko zapomniała o zadanym przeze mnie pytaniu i po wykonaniu codziennych obowiązków wyszła.
Po godzinie spędzonej na zastanawianiu się o co w tym wszystkim chodzi, jak wcześniej zapowiadano przyszli goście.
Grupka ludzi z promiennymi uśmiechami na twarzach weszła do sali, a ja zacząłem zabawę
w 'Zgadnij, kto to?'.
Pierwszy z brzegu stał łysy chłopak w skórzanej kurtce i musztardowych spodniach. Był chyba mniej więcej w wieku Joe'go... A na imię miał Max. Obok niego w kraciastej koszuli z krótkim rękawem odsłaniającej wszystkie jego tatuaże, z lokami na głowie stał Jay. Następny był wysoki brunet Siva... Przy jego boku znajdowała się jego dziewczyna Nereesha, a obok niej stała Kelsey – dziewczyna Toma... którego tutaj nie było. Ostatnią osobą, która mnie odwiedziła była rzucająca się właśnie w moim kierunku drobnej budowy blondynka.. Moja siostra Jessica. Chwilę potem utonąłem w jej drobnych ramionach, poddając się jej ogromnej radości.
Muszę przyznać, że to miłe uczucie jeśli komuś tak na tobie zależy i cieszy się z twojego widoku. Nieco jednak musiałem ostudzić jej euforię, gdyż delikatnie mówić... To cholernie bolało!
Gdy głośniej syknąłem, blondynka szybko cofnęła się z troską wymalowaną na twarzy, lecz szybko uspokoiłem ją, posyłając blady uśmiech i ściskając za rękę.
-Spokojnie, nie jestem z cukru, ale do stali też się niestety nie zaliczam – rzuciłem żartobliwie, a w oczach i na twarzy mojej siostry znów zagościło szczęście.
-Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak bardzo się o Ciebie wszyscy martwiliśmy – powiedział Max, przyglądając mi się troskliwie
-Dzięki Max, w ogóle wam wszystkim jestem bardzo wdzięczny za to, że przyszliście – przeleciałem po twarzach wszystkich zebranych i posłałem im sztuczny uśmiech – A tak właściwie, jeśli mogę oczywiście wiedzieć.. Gdzie jest Tom?
-No no, z twoją pamięcią jednak nie jest tak źle jak nam mówiono – uśmiechnął się Jay
-Tomowi wypadło coś ważnego do załatwienia, ale kazał cię pozdrowić – wtrąciła pospiesznie Kelsey
I zapadł niezręczna cisza.
Nikt nie wiedział, co powiedzieć.
-Czy wiadomo coś więcej na temat wypadku? - zapytałem w końcu
Wszyscy zebrani wymienili między sobą niepewne spojrzenia. Jakoś nikt nie wypychał się przed szereg, by udzielić mi odpowiedzi.
Co to miało znaczyć?
O co w tym wszystkim chodziło?
Mam już dość tych zasranych pytań!
-Niestety nie – odparł wreszcie Siva – policja nawet nam nie chce udzielić żadnych dokładnych odpowiedzi
-A ty naprawdę nic nie pamiętasz? - odezwała się w końcu Jessica, dalej kurczowo trzymając mnie za rękę
-mam kompletną pustkę w głowie – westchnąłem – nawet gdybym chciał coś sobie przypomnieć to nie potrafię
I znów zapadła cisza.
Tym razem przerwał ją Jay.
-Grunt, że już z tobą lepiej, bo nie wyglądałeś za dobrze – zaczął, opierając się o jedno ze stojących za nim urządzeń, które po chwili zaczęło przeraźliwie piszczeć.
Przerażony chłopak jak oparzony skoczył na nogi i w panice zaczął wciskać wszystkie guziki na maszynie. Na jego szczęście piszczenie ustało, a loczek z ulgą opadł na łóżko, przeczesując ręką swoje włosy.
-Uff.. Nie sądziłem, że w tych szpitalach wszystko takie delikatne – sapnął, po czym orientując się, że usiadła na mojej nodze podniósł się szybko – Sorry stary, nie zauważyłem
-Nic się przecież nie stało – odparłem odruchowo, Choć jedna rzecz mnie zastanowiła...

Cała paczka była u mnie jeszcze koło godziny.
Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, a Siva o mały włos nie wypił leżącej na stoliku kroplówki, myśląc, że szpital ma licencję na wodę w gumowych opakowaniach.
Kiedy zbierali się do wyjścia, pożegnaniom nie było końca.
Wszyscy obiecali, ze będą odwiedzać mnie jak najczęściej i postarają się załatwić mi dostęp do telewizji lub internetu, żebym był już na bieżąco ze wszystkimi informacjami. Byłem im za to bardzo wdzięczny, jednak w głębi duszy pragnąłem by już wszyscy sobie poszli.
Byłem wprost wyczerpany tym spotkaniem, a nie wiem nawet z jakiego powodu....
Pewnie w innej sytuacji cieszyłbym się, że są ze mną moi najbliżsi i nawet pomimo zmęczenia chciałbym, żeby zostali jak najdłużej. Jednak teraz... ja ich nie znałem... Nie czułem z nimi żadnej więzi i gdyby przyszedł do mnie ktokolwiek z ulicy, nie zrobiłoby mi to większej różnicy.
To dziwne uczucie być na świecie sam... I przykre.
W końcu jednak udało się wszystkim jakoś zebrać i miałem dla siebie chwilę spokoju.
Miałem teraz gdzieś wszystkie zagadki i szukanie odpowiedzi.
Teraz liczył się tylko błogi spokój, którym nie miałem cieszyć się zbyt długo...

.....................................
Mecie nowy! :D
Podoba sie? :) Trochę dłuższy niż ostatnio ;P
Mam nadzieję, że nikt nie usnął xd następny postaram się dodać jak najszybciej ;)
Tymczasem zachęcam do komentowania ;D 
Zapraszam również na drugiego bloga: love-is-all-i-have.blogspot.com gdzie już pojawił sie rdz ;D
Czekam na Wasze opinie w komentarzach :)
Wasza Sierr ;*****

Happy #SivaSaturday ;D


środa, 1 maja 2013

10. ...Nikogo takiego tu nigdy nie było...

Dwa ogromne szafiry stały nieruchomo przed moimi oczami, stanowiąc cały mój świat.
Rozbłyskiwały w nich wszystkie istniejące emocje, przez co przyciągały mnie... Wołały...
Nagle gwałtownie zaczęły się oddalać i zatrzymały się w pewnej odległości ode mnie.
Dopiero wtedy zauważyłem, czym naprawdę są.
Przede mną siedział właśnie szaro-czarny kot, o niesamowicie zielonych, szafirowych oczach, przypatrując się mi z zainteresowaniem.
Po chwili machnął ogonem, odwrócił się i zaczął iść przed siebie w otaczającą nas mgłę.
Niepewnie ruszyłem zanim.
Wędrówka zdawała się trwać godzinami, aż w końcu mgła stała się rzadsza, a kot zatrzymał się
w miejscu.
Spojrzałem przed siebie.
Jakieś 100 metrów od miejsca, w którym stałem rozciągał się czarny pas jezdni, a w oddali pędził po niej grafitowy samochód. W pewnym momencie auto wpadło w poślizg, robiąc piruet zaczęło dachować i zatrzymało się na pobliskim drzewie, które pod wpływem uderzenia złamało się i spadło na maszynę.
Nie mogąc się powstrzymać pobiegłem w tamtym kierunku.
Z roztrzaskanej mazdy unosiły się cienkie smugi dymu. Coraz mniej pewnie zaszedłem pod drzwi od strony kierowcy. Były w lepszym stanie niż druga połowa pojazdu, lecz i tak trudno było przypuszczać, że ktokolwiek mógł przeżyć ten wypadek...
Mimowolnie dotknąłem resztek auta, a wtedy w moich uszach ponownie rozległ się histeryczny krzyk:
-NIEEEE!

Gwałtownie otworzyłem oczy.
Kropelki potu niespiesznie spływały po moim ciele, które pod wpływem nagłej agonii zaczęło mnie piec.
Niech ten koszmar już się skończy... Proszę...

*
-Panie Sykes, halo... Nathan – usłyszałem cichy szept.
Leniwie podniosłem jeszcze odrobinę zapuchnięte powieki i z niechęcią spojrzałem na twarz uśmiechniętej od ucha do ucha blondynki.
-Wiem, że pewnie ciągle jesteś zmęczony i musisz odpoczywać, ale chciałam tylko powiadomić cię, ze będziesz miał dziś gości – rzuciła radośnie.
Gości?
Ciekawe, czy Joe też przyjdzie... Po jego ostatnich słowach pożegnania szczerze w to wątpiłem... Ale i tak byłem zaciekawiony.
Po sprawdzeniu wyników i zmianie kroplówki dr. Hearn opuściła moją salę, a na jej miejsce przyszła Mezzy.
-Jak się dziś czujemy? - zapytała, przekraczając próg pomieszczenia.
Nie uzyskała odpowiedzi...
Patrzyła na mnie oszołomionym wzrokiem, nie ukrywając zaskoczenia, a jej mina nie była już tak radosna jak kilka sekund wcześniej.
-Czy wszystko w porządku? - zapytała ponownie, jednak zamiast odpowiedzi z moich ust padło inne pytanie, przed którego zadaniem nie mogłem się powstrzymać.
-Kto ma mnie dziś odwiedzić?
Brunetka z niekłamaną ulgą podeszła bliżej i siadła na łóżku.
-Dzisiaj mają przyjść twoi przyjaciele, o ile dobrze mi wiadomo – uśmiechnęła się
-A Joe? - zapytałem szybko, zanim dziewczyna znowu zaczęła paplać
-Jaki Joe? Nikogo takiego tu nigdy nie było – odparła zdezorientowana...

............................................................................
Starałam się, żeby był dłuższy i ciekawszy... Nie wyszło xd
Dziękuje wszystkim osobom,które zostawiły komentarz pod ostatnim rdz :)
Nie sądziłam, ze ktoś to przeczyta...
Staram sie jakoś rozwinąć akcje i mam nadzieję, że w końcu mi się to uda!
Czeka na Wasze opinie dotyczące tego rdz i mam nadzieję, że nie będą za ostre ;P
Kiedy next? Zobaczymy kto wgl będzie go chciał :)
Jeśli chcecie się ze mną skontaktować lub macie jakieś pytanie, piszcie:
mail:     sxsierra@interia.pl
twitter: @Sx_Sykox
ask:      http://ask.fm/SykesLady
Jeszcze raz zachęcam do komentowania!
Wasza Sierr ;*******

Happy #WantedWednesday! :D



sobota, 27 kwietnia 2013

9. ...To to!...

Następnego dnia obudziłem się oddychając ciężko.
Znów miałem sen... Tylko... Ja go nie pamiętam!
Może to i lepiej... Ale.. Miałem dziwne wrażenie, że było w nim coś ważnego, coś co pomogłoby mi rozjaśnić moją przeszłość.
No nic, najwyraźniej to jeszcze nie czas.. O ile odpowiedzi moment kiedykolwiek nadejdzie.
Dochodziła godzina 10, więc tradycyjnie odwiedziła mnie pielęgniarka.
Kompletnie nie zwracając na mnie uwagi, zaczęła przygotowywać jakieś lekarstwa.
Przyjrzałem jej się dokładnie. Była to ta sama brunetka, która przyszła do mnie... licząc na mój czas wczoraj lub 2 dni temu. Kruczoczarne włosy dziewczyny spięte były w luźnego koka, a biały fartuch podkreślał wszystkie walory jej figury. Może nie miała idealnej sylwetki, ale mimo to i tak była ładna.
Lustrując ją wzrokiem natrafiłem na coś, co przyciągnęło moją uwagę. Był to średniej wielkości srebrny pierścionek z zielonym kamieniem w środku.
Tak! To to! Na pewno coś podobnego widziałem wcześniej! Jeszcze nie pamiętam gdzie, ale nie mogę się mylić.
W tym momencie moje skronie zaczęły pulsować, a ja poczułem narastający ból. Ale musiałem być pewien...
-Czy to jest szafir? - zapytałem cicho, lecz na tyle głośno by mnie usłyszała i podniosłem rękę wskazując na przedmiot znajdujący się na jej palcu.
Mezzy – jak chyba miała na imię – gwałtownie odwróciła się w moim kierunku, upuszczając przy tym tacę. Wbiła we mnie swój zaskoczony wzrok, otwierając usta. Stała tak przez chwilę, a gdy lekko ochłonęła, jakby budząc się z trans, szybko zerknęła na swój pierścionek
-T..tak, to szafir - wyjąkała
-Przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć – wychrapałem, posyłając jej blady uśmiech
W duchu śmiałem się, że mój gest potrafi wywołać taką reakcję.
Dziewczyna odwzajemniła uśmiech i powróciła do poprzednich czynności .
-Nic się nie stało – zaczęła, podnosząc z podłogi rozrzucone na wszystkie strony lekarstwa – ja.. Po prostu nie spodziewałam się... Że no wiesz... Znaczy, że pan...- plątała, starając się znaleźć odpowiednie słowa
-Żaden ze mnie pan, jestem Nathan... A tak przynajmniej mi mówią – postanowiłem jakoś rozluźnić sytuację.
-Mezzy - rzuciła promiennie, po czym kompletnie rozwiązał się jej język i zaczęła gadać jak najęta.
-Nareszcie... Bla bla... Dr. Hearn się ucieszy.. Bla bla...
Irytowała mnie coraz bardziej tą swoją niewyparzoną gębą. Przez chwilę miałem ochotę podejść do niej i zrobić coś żeby już więcej się nie odezwała, a moje ciało zaczęły przechodzić dreszcze gdy o tym myślałem.
Mocno zacisnąłem oczy, próbując odgonić te chore wizje.
Tylko skąd one w ogóle się wzięły? I... Dlaczego to mi się podobało?...
Pogrążony w rozmyślaniach nie zauważyłem nawet jak brunetka zakończyła swój monolog i opuściła salę zostawiając mnie sam na sam, ze sobą.

......................................................................
Krótki i do dupy xd 
Przepraszam Was, że musicie cos takiego czytać...
Ci, którzy przeczytali - biję pokłony
Ci, którzy nie - nie dziwie się
Usunęłam wszystkie ankiety z tego bloga, bo usuwane były z nich odp... wiec nie było sensu.
Jeśli chcecie, zebym skonczyła to opo, to wystarczy napisać, a dam sb z tym spokój ;)
Nie wiem czy ktoś jeszcze tu zaglądnie, ale jeśli tak sie stanie to proszę, żeby zostawił po sb ślad w postaci komentarza :)
UWAGA! Przywróciłam mojego dawnego bloga http://love-is-all-i-have.blogspot.com/ ! Będę go teraz prowadzić ze wspaniałą Alicee_ więc będzie on o wiele lepszy niż poprzednio ;D 

Następny rdz, o ile będziecie chcieli moze w majówkę, co wy na to?
Jeszcze raz zachęcam do komentowania ;)
Wasza Sierr ;*****
Happy #SivaSaturday! ;D


piątek, 22 marca 2013

8. ...Samemu sobie nie potrafię pomóc...

Wyblakłe ściany sali znów były moimi jedynymi towarzyszami podczas gdy okolicę zalewał mrok, a ja ciągle myślałem...

*
-Miałeś poważny wypadek – powiedział oschle, pokazując zdjęcia roztrzaskanej mazdy, choć w stanie w jakim znajdował się samochód ciężko było nawet rozpoznać kolor i markę.
Po fotografiach ukazały się artykuły różnego rodzaju gazet.
Wszystkie huczały tylko o jednym:
„Tragiczny w skutkach wyjazd”
„Znany piosenkach w stanie krytycznym trafia do szpitala”
„Tragedia utalentowanego gwiazdora”
„Czy to już koniec zespołu?”
To tylko jedne z wielu tytułów. Wszystkie ukazały się w tym samym dniu, 12 maja 2012 roku...
A ile od tamtego czasu minęło?
Na odpowiedź nie musiałem długo czekać.
Chwilę po wyświetleniu ostatniego artykułu moim oczom ukazał się podkreślony na czerwono, stale migający napis 'UWAGA! Z OSTATNIEJ CHWILI!' pod nim natomiast widniał przycisk
'Play'. Joe kątem oka spojrzał na mnie i opornie, jakby nie chciał tego robić włączył film.

Dzień dobry państwu – zaczęła reporterka- jak widzą państwo za moimi plecami, znajduje się przed szpitalem miejskim w Londynie. To tutaj po wypadku trafił jeden z członków sławnego boybandu The Wanted, Nathan Sykes. Z najnowszych informacji wynika, że kilka dni temu piosenkarz po 9 miesiącach wybudził się ze śpiączki. Niestety, nic więcej o stanie jego zdrowia nie jesteśmy w stanie zakomunikować, gdyż drzwi szpitala są zamknięte dla mediów.
Przypominam, że do wypadku doszło w maju ubiegłego roku, kiedy z Londynu artysta wyjeżdżał to rodzinnego miasta Gloucester.
Przyczyny tego zdarzenia do dziś nie są znane, choć uznaje się. Że nastąpił wskutek złych warunków atmosferycznych.
Co dalej stanie się z muzykiem? Czy zespół wznowi swoją działalność?
Miejmy nadzieję, że na te i wiele innych pytań odpowiedzi pojawią się w najbliższym czasie.
Spod londyńskiego szpitala dla CNN, Claudia West.

9 miesięcy, 9 miesięcy... To jedyne słowa, które aż za dobrze zapamiętałem z całego monologu. Dopiero teraz pierwsze słowa, które pamiętam nabrały znaczenia 'już nie mieli nadziei, że się wybudzisz'... Przez tyle czasu.... Jak to możliwe... Jednak była jeszcze jedna rzecz, o której chciałem się dowiedzieć...
Joe wstał z krzesła i wyłączył tablet.
-Lepiej będzie, jeśli zostawię cię teraz samego.. - powiedział patrząc mi w oczy – przykro mi, że musisz przez to wszystko przechodzić, naprawdę..
Ociężale przeszedł przez pomieszczenie i chwycił klamkę.
-Czy... Czy wiadomo już co tak naprawdę się stało? - z mojego suchego gardła wydobył się ochrypły, lecz głęboki głos, który powoli rozszedł się po sali.
Wtedy brunet zamarł w półkroku i lekko odwracając głowę, jakby spodziewał się mojego pytania rzucił przez ramię:
-Wszystko co wiem, to tylko przypuszczenia. Nikt nie jest pewny co tak właściwie się stało, poza policją, która zapewne też cię niedługo odwiedzi.. Ale to już nie moja sprawa... Powodzenia... Żegnaj Nathan – po tych słowach zniknął za drzwiami, które zamknęły się bezszelestnie.

*
Od tego momentu leżałem w niezmiennej pozycji, przypominając sobie każdy szczegół z dzisiejszego dnia.
Przynajmniej wiem już, jak się tu znalazłem i co się mniej więcej stało... Ale ciągle pozostało tyle tajemnic i zagadek... Czy uda mi się je kiedykolwiek wszystkie rozwikłać?

*Joe*
Żal mi tego chłopaka, strasznie mi go żal. Sam czuje ból, kiedy pomyśle, co on teraz musi przeżywać i ile go jeszcze czeka. Źle postąpiłem przychodząc do niego, jestem głupi, że dałem przekonać się Kate... Nie miała prawa podejmować takiej decyzji...
Ale czy jej działanie miało na celu pomóc wyłącznie Nathanowi?
Czy może chodziło jej o mnie?
Może chciała bym znowu zaczął się przejmować i czuć?
Bym znów był człowiekiem, a nie jego cieniem... tak czy inaczej nawet gdybym bardzo chciał nie potrafię pomóc temu chłopakowi.... samemu sobie nie potrafię pomóc...

..........................................................................................
 Tadam :D
A więc już wiecie jak to się stało, że wylądował w szpitalu ;D
No może i jest jeszcze parę niewyjaśnionych wątków, ale do tego też kiedyś dojdziemy ;P
Jutro mija rok odkąd dodałam pierwszy rdz ever! :D
Czyli taka rocznica, którą warto uczcić, bo być może za rok już nikt nie będzie o mnie pamiętał :)
Dziękuję wszystkim, którzy są ze mną przez ten cały czas i czytają moje wypociny ;P :***
Dodałam dziś bo nie zanosi się, że jtr miałabym czas :/
Rdz dedykuję belli, mojej bf Dżoanie i Alice_ ;*****
Witam na moim blogu Anusiak oraz San x mam nadzieję, że spodoba sie Wam to opo i będziecie często tu zaglądać ;)
Tak wgl to byłam zaskoczona, że to dopiero 8 rdz xd
Chyba po zawieszce będzie trzeba trochę powiększyć tą liczbę, hmm? :P
Mam do was ogromną prośbę, czy każdy kto przeczyta ten rdz mógłby zostawić pod nim komentarz?
Włączyłam ostatnio opcję dodawania anonimów więc teraz każdy może to zrobić, a to dla mnie bardzo ważne :)
Tak więc... Do zobaczenia najprawdopodobniej na początku maja ;)
Jeszcze raz zachęcam do wyrażania swoich opinii w komentarzach ;****
Wasza Sierr ;****

+Jeśli ktoś chce być poinformowany od razu kiedy pojawi się nowy rdz, niech poda mi w komentarzu  swój tt ;)

Happy #FanFriday! :D

środa, 6 marca 2013

7. ...To nie był mój pomysł...

W progu pojawił się dość wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna w wieku około 25 lat. Ubrany był w ciemne jeansy, biały t-shirt, a na jego ramiona zarzucona była czarna skórzana kurtka. Jego włosy miały różne odcienie brązu, a na twarzy widniał lekki zarost.
Przystanął na chwilę w drzwiach i przyjrzał mi się uważnie, po czym ruszył w stronę łóżka.
-Witam, jestem Joe – wyciągnął w moim kierunku dłoń, jednak ja nawet nie zwróciłem uwagi na ten gest, nie odrywając wzroku od twarzy przybysza. Ten natomiast, jakby w ogóle nie zwracając uwagi na moje zachowanie, bez żadnego zmieszania cofnę rękę i usiadł na krześle stojącym obok.
-Pewnie zastanawiasz się co tu robię,prawda? Otóż z polecenia pewnej upartej i zawziętej kobiety, którą niektórzy nazywają dr. Hearn zostało mi przydzielone rozjaśnienie ci nieco sytuacji, w której aktualnie się znajdujesz – wyrecytował na jednym tchu, z oczami wpatrzonymi w sufit, do złudzenia przypominając kilkuletnie dziecko mówiące swój pierwszy wierszyk..
Odetchnął ciężko, po czym opuścił głowę i spojrzał mi prosto w oczy.
-A teraz posłuchaj mnie uważnie Nathan, to co teraz powiem może być dla ciebie dość szokujące biorąc pod uwagę zaistniałą sytuację, ale postaraj skupić się na moich słowach oraz na tym, co ci pokażę, bo uwierz, że będzie to miało ogromne znaczenie – mówił to pewnym, nie znoszącym sprzeciwu głosem.
Dopiero teraz, gdy wbił w moje oczy swoje spojrzenie, zdałem sobie sprawę, jak niezwykłe są jego oczy.
Podobnie jak u dr. Hearn były niebieskie, lecz poza kolorem różniło je wszystko. Oczy blondynki przypominały bezkresne, spokojne morze o łagodnych falach, które dawały ukojenie. Były piękne. Przepełnione wyrozumiałością i troską, lecz nie brakowało im też iskry im również pewności. Miało się poczucie, że rozświetlają każde pomieszczenie do którego trafią, a każdy na którego spojrzą wypełni się radością.
Oczy Joe'go wydawały się być absolutnym przeciwieństwem. Ich barwa przywodziła na myśl zimny, nieokiełznany ocean, którego nie da się ani poskromić, ani pojąć. Hipnotyzowały, jakby zachęcając by się w nich zatracić i porzucić otaczający świat, oddając się nieodkrytym dotąd tajemnicom i przestrzeniom. Z drugiej jednak strony pogrążone były w niewyobrażalnym smutku, który pojawił się w nich już dawno temu i pozostał skryty głęboko... niby wygasły lecz ciągle powracający na nowo... Gdy w nie patrzyłem zdawały się widzieć najskrytsze zakamarki mojej duszy. Nie wyglądały na oczy śmiertelnika, a mimo to do niego należały. Choć, że ich właściciel był osobą niezwykłą mogłem przyznać już teraz.
Brunet siedział przez dłuższy czas przeszywając mnie swoim spojrzeniem. W końcu, kiedy odwrócił wzrok, świat jakby zbladł... Tymczasem mężczyzna położył przede mną biały tablet i włączył urządzenie.
-To wszystko będzie dla ciebie trudne, ale uprzedzam, że późniejsze pretensje nie do mnie, bo to nie był mój pomysł – powiedział, nie odrywając wzroku od ekranu.
Po chwili na wyświetlaczu urządzenia ukazało się kilka zdjęć. Osoby znajdujące się na nich były tak... Znajome? Tak, to dobre określenie. Patrząc na te wszystkie uśmiechnięte twarze, czułem bliskość tych ludzi... Ale kim oni dokładnie byli?...
-Coś ci się kojarzy, hmm? - wyrwał mnie z rozmyślań mężczyzna – to jest twoja młodsza siostra Jess – powiedział wskazując na zdjęcie, na którym znajdowała się młoda blondynka o promiennym uśmiechu.
Mam siostrę... Mimo tak przygnębiającej sytuacji poczułem wypełniające mnie szczęście.
Popatrzyłem pytająco na bruneta.
Chciałem wiedzieć więcej,. Rozwiać wszystkie nękające mnie przypuszczenia.
Mógłbym przysiąc, że przez ułamek sekundy zobaczyłem na twarzy bruneta cień przelotnego uśmiechu, jednak jeśli nawet coś takiego miało miejsce, to zniknął on tak szybko, jak się pojawił,
a Joe rozpoczął dalsze wyjaśnienia.
Kiedy jego monolog dobiegł końca, znieruchomiałem, beznamiętnie wpatrując się w przestrzeń znajdującą się przede mną.
Z tego, co usłyszałem, wynikało, że należę do jakiegoś zespołu, w którym mam oddanych przyjaciół... jesteśmy całkiem popularni i lubiani, mamy fanów, którzy nas wspierają...
Pokazał mi kilka zdjęć, na których był cały nasz zespół. Wszyscy zadowoleni, uśmiechnięci...
Ciekawe, czy naprawdę było tak kolorowo... tak bardzo chciałem pamiętać z tego cokolwiek...

To była ta przyjemniejsza część całej historii.
To czego dowiedziałem się potem... Ciężko opisać...

.............................................................................................
...Nie mogłam powstrzymać się, żeby nie potrzymać was jeszcze w niepewności xd :P
Wgl to cały rdz uważam, że jest do dupy, ale kijj xd To tylko moje zdanie ;P
 Następny pojawi się jeszcze w tym miesiącu i obiecuję, że tam większość spraw się wyjaśni ;D
Dedyk dla willow i belii, które czekały :****
Coś ostatnio spadło zainteresowanie tym blogiem.. no ale mówi się trudno :)
Liczę na Wasze szczere opinie w komentarzach ;)
Zachęcam do oceniania ;*
Jeśli macie do mnie jakieś pytania lub inne spraw, piszcie w komentarzach ;)
Do następnego ;*
Wasza Sierr ;****

Happy #WantedWednesday :D