Hej, nie wiem czy mnie jeszcze wgl pamiętacie :) .. dawno nie było mnie na tym blogu.
Ostatnio naszło mnie na wspomnienia i zaczęłam się zastanawiać nad dokończeniem tego bloga...
Co Wy na to?
Ma to jakiś sens?
Dajcie znać w komentarzach lub na twitterze!
Wasza Sierr ;***
piątek, 28 lutego 2014
piątek, 16 sierpnia 2013
14. ...Sto lat Młody...
Mijały dni, może nawet tygodnie...
już dawno przestałem liczyć. To i tak nie miało sensu.
Z każdą kolejną wybijającą na
zegarze godziną miałem tego wszystkiego coraz bardziej dość.
Nadzieja, ze to co się dzieje to jeden zwykły koszmar już dawno
przestała istnieć. Wszystko co robiłem ograniczało się do
leżenia i gapienia w okno. Miałem wrażenie, że cały świat stoi
w miejscu. Codziennie odwiedzali mnie różni lekarze i specjaliści.
Po co? Nie mam pojęcia, ale ich obecność nie zmieniała zbyt
wiele. Ciągle tylko kręcili ze smutkiem głowami, a ich miny
stawały się coraz bardziej ponure. Jedyną.. a właściwie jedynymi
osobami, które cały czas miały jeszcze jakąś nadzieje były
Mezzy i Kate, nie licząc również przyjaciół, którzy odwiedzali
mnie w każdej wolnej chwili. Pewnie dowiedzieli się co się stało,
bo nie byli zbyt radośni... ale co dziwne dalej wierzyli, że
wszystko będzie dobrze i podnosili mnie na duchu. Podziwiałem ich
za to.
Pewnego dnia , kiedy zajęty byłem
jakże interesującym oglądaniem ścian, do mojej sali weszła cała
paczka moich znajomych. Chłopaki weszli jako pierwsi, a zaraz za
nimi dziewczyny... Trochę dziwnie.. ale zaraz okazało się dlaczego
było tak, a nie inaczej.
Nereesha niosła w swoich rękach
ogromny czekoladowy tort, a Kelsey i Jess taskały e sobą zapakowane
paczki.
-Wszystkiego najlepszego Nathan! -
wydarli się Siva i Jay, po czym rzucili się na mnie ściskając
radośnie
-Sto lat Młody – dołączył się
Max
-Dziękuję... ale z jakiej to okazji?
… - zapytałem zdezorientowany całą sytuacją
-Przecież dziś są twoje urodziny,
nie mogliśmy w ten wyjątkowy dzień zostawić cię samego w
szpitalu – odparł Jay
Dziewczyny podsunęły mi pod nos tort.
-Pomyśl życzenie – wyszeptała Jess
i obdarzyła mnie promiennym uśmiechem.
Myśl Nathan, myśl... czego pragniesz
bardziej niż czegokolwiek innego... Mam.
Zdmuchnąłem świeczki, a wąskie
smugi dymu smagały delikatnie moją twarz. Oby moje życzenie się
spełniło.
-O czym pomyślałeś? - zapytał
zniecierpliwiony Jay
-Jeśli bym ci powiedział, to nici z
mojego życzenia – powiedziałem spokojnie biorąc do ręki
ukrojony przez Kelsey kawałek tortu
Była to pierwsza rzecz, jaką miałem
w ustach od dłuższego czasu... Nie miałem najmniejszej ochoty tego
jeść, ale nie chciałem nikomu zrobić przykrości i kolejny raz
dawać im powód do zmartwień. Tort był całkiem dobry... w każdym
razie na pewno lepszy niż kroplówka.
A tak właściwie... Czy gdybym został
od niej odłączony to przyspieszyłoby to moją ucieczkę z tego
miejsca? W tym duchowym sensie? Trzeba będzie kiedyś spróbować....
Przesiedzieli u mnie cały dzień.
Wydawali się być szczęśliwi, że spędzają ze mną ten czas... A
przynajmniej większość z nich.
Moje umiejętności aktorskie tak
wytrwale trenowane w ostatnich dniach przyniosły zadowalające
efekty, bo nikt nie zorientował się co tak naprawdę czuję. Byłem
uśmiechnięty i radosny i udawałem, że wszystko jest w porządku i
mój stan ciągle się poprawia.
Wcale tak nie było.
Z dnia na dzień było coraz gorzej,
tylko kroplówka utrzymywała mnie przy życiu. Moje ciało było w
połowie sparaliżowane i szanse, że odzyskam jakąkolwiek sprawność
były niemal równe zeru.
Z psychiką było jeszcze gorzej, a
czytanie ciągłych komentarzy, w których ludzie życzą mi śmierci
wcale nie pomagało. Jedyną myślą krążącą w mojej głowie było
jak ze sobą skończyć.
A wracając do rzeczywistości....
Północ.
Zegar ciągle wybija nigdy nieustającą
melodię, przypominając, że czasu nie da się zatrzymać.
Znowu nie mogę spać. A może nie chcę
w obawie, że znów nawiedzą mnie te dziwne sny...
Leże z zamkniętymi oczami i
balansując na granicy snu i jawy słyszę tak dobrze mi znany
kobiecy głos:
Wszystko będzie dobrze Nathan,
obiecuję, że niedługo wszystko się zmieni...
...........................................
Witam wszystkich :)
Nie wiem, czy ktoś wgl przeczyta ten rdz, ale postanowiłam coś napisać jakby ktoś czekał ;*
Dziękuję Wam za ponad 6 tys wyświetleń i wszystkie nominacje!
Obiecuje, że postaram się na nie odpowiedzieć jak najszybciej ;) A;e wolałam najpierw dodać rdz ;*
Dziękuję Wszystkim, którzy przeczytali ten rdz bo wiele to dla mnie znaczy..
Czytałam wszystkie Wasze opowiadani, ale z powodu braku czasu nie zostawiałam pod nimi komentarzy, obiecuję, że pod kolejnymi postami je znajdziecie ;)
Życzę Wam miłego weekendu i zachęcam do komentowania ;***
P.S Następnym razem -o ile wgl będziecie chcieli- postaram się napisać dłuższy rdz ;)
Wasza Sierr ;****
Happy #FanFriday! :D
piątek, 31 maja 2013
13. ... Lubię słuchać bajek...
Gdy nastał ranek, nie miałem nawet
ochoty otwierać oczu. Widok moich bezwładnych kończyn dalej krążył
po mojej głowie nie dając mi spokoju. Chciałbym przestać o tym
myśleć. To jednak silniejsze ode mnie. Jedyne co teraz sobie
wyobrażałem, to to jak będę wyglądał jeżdżąc na wózku lub
chodząc o kulach.
W tym momencie do pomieszczenia weszła
uśmiechnięta od ucha do ucha blondynka, a zaraz za nią ujrzałem
okrągłą twarz Mezzy.
-Witaj Nathan, jak się dzisiaj
czujesz? - zapytała -Mógłbyś już przestać zachęcać nas do
nocnych wizyt u ciebie – dodała radośnie
Popatrzyłem na nią wzrokiem pełnym
wściekłości i bólu. Aż niedobrze robiło mi się, gdy widziałem
jej uśmiechniętą twarz.
-Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć? -
wycedziłem przez zęby
-Ale o czym? - odparła Kate, lekko
mrużąc oczy
Gotowało się we mnie. Miałem ochotę
rozwalić wszystko co znajdowało się dookoła, łącznie z dwoma
kobietami stojącymi niedaleko mnie.
-Poczekaj, hmm... Niech no pomyślę –
zacząłem sarkastycznie – Może o tym?! - dodałem, zdzierając
kołdrę i pokazując tym samym moje opuchnięte nogi.
Kobiety popatrzyły po sobie,
wymieniając zmieszane spojrzenia.
-Nathan, posłuchaj... - zaczęła dr.
Hearn
Parsknąłem poirytowany.
-Posłuchaj? - zacząłem w miarę
spokojnie -Czego mam słuchać? Kolejnych kłamstw, bzdetów, które
cały czas mi wpajacie? Co za komedia – ciągnąłem, coraz
bardziej podnosząc głos i kręcąc z coraz większym poirytowaniem
głową – No i co teraz mi powiecie, hmm? Dalej, nie krępujcie
się, lubię słuchać bajek
-Nathan.. Tak wiem, masz prawo być
wściekły, doskonale zdaję sobie z tego sprawę, ale chciałam po
prostu, żebyś najpierw wydobrzał... Nie sądziła, że wszystko
tak się potoczy...
-Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć? -
wbiłem w nią lodowate spojrzenie
Nie padła żadna odpowiedź, a
dotychczas pewna siebie kobieta stała przede mną ze wzrokiem wbitym
w ścianę niczym potulny przedszkolak czekający na wymierzenie kary
-Wcale nie zamierzałaś mi tego
powiedzieć – stwierdziłem oschle – Nawet nie zamierzałaś mnie
łaskawie poinformować, ze nie mogę chodzić... A ci, którzy tu
przyszli wiedzą?
Zero reakcji, co potwierdziło tylko
moje przypuszczenia.
W tym też momencie doznałem pewnego
rodzaju olśnienia.
-To dlatego przyszedł tu ten facet –
zaśmiałem się – chciałaś pokazać, ze z moim zdrowiem jest
lepiej niż wszyscy przypuszczali, że coś jednak pamiętam...
Niegłupie, niegłupie... - pokiwałem głową
Mezzy stała przy drzwiach starając
się pojąc o czym rozmawiamy. Po jej minie nie sądzę, żeby się
we wszystkim połapała. Sam ledwo to robiłem.
Może nie był to najlepszy pomysł,
ale przynajmniej i tak nieco poprawiliśmy twoją sytuację –
warknęła Kate kompletnie nie panując nad gniewem
-Poprawiliście?! Ja bym ujął to
raczej jako ' stworzyliśmy pozory, że jest z tobą lepiej niż na
to wygląda' – odwarknąłem naśladując ironicznie ton blondynki
– Nic nie zmieni faktu, że jestem teraz kaleką! - wydarłem się,
a w moich oczach pojawiły się łzy
Dr. Hearn cofnęła się krok w tył.
Chyba moje słowa uderzyły w samo sedno.
-Nie jesteś kaleką, są spore szanse,
że odzyskasz całkowitą sprawność, musisz tylko...
-Wyjdź – przerwałem
-Nathan, daj mi dokoń...
-Powiedziałem wyjdź! - warknąłem
przenosząc swój wzrok z podłogi na jej zakłopotaną twarz
-Posłuchaj...
-Nie słyszałaś, co powiedziałem?!
Wynocha! - wydarłem się na całe gardło, podnosząc z poduszki
Blondynka zmierzyła mnie zrezygnowanym
spojrzeniem, po czym odwróciła się i szybko opuściła salę.
W drzwiach natomiast dalej stała
Mezzy. Patrzyła na mnie osłupiała, a w jej oczach widziałem
niedowierzanie i niewyobrażalny smutek.
-A ty na co czekasz?! Wynoś się stąd!
Oczy brunetki napełniły się, łzami.
Podeszła do łóżka, położyła na nim jakiś pakunek i bez słowa
wyszła, zamykając za sobą drzwi.
Zacisnąłem mocno pięści, starając
się uspokoić.
Moje serce miało ochotę wyrwać się
z mojej klatki piersiowej, a ból spowodowany pulsem w skroniach
stawał się nie do wytrzymania.
Wdech i wydech, powtarzałem w myślach,
uspokajając tym samym oddech. Muszę bardziej zacząć panować nad
tym, co się ze mną dzieje... Kiedy już zdołałem nieco odprężyć,
zająłem się przyniesioną przez Mezzy paczką. Położyłem ją na
kolanach i powoli, starając się nie zniszczyć papieru zacząłem
ją otwierać. Po chwili moim oczom ukazał się czarny laptop, do
którego przyczepiona byłą biała karteczka, które treść
brzmiała:
Na
zabicie nudy podczas wypoczynku ;D
Trzymaj
się i wracaj szybko do zdrowia!
~Jess, Jay, Max, Tom i
Siva x
Mimowolnie
na mojej twarzy pojawił się nikły uśmiech.
Cieszyłam
się, że nie zapomnieli o danej obietnicy. Szybko włączyłem
sprzęt i rozpocząłem czytanie wiadomości.
Internet
ciągle przepełniony był informacjami na mój temat. Dziwiło mnie
aż takie zainteresowanie moją osobą... Po przeglądnięciu
wszystkich postów przyszedł czas ba komentarze. Wiele osób życzyło
zdrowia, szybkiego powrotu na scenę... Ale wcale nie mniej było
komentarzy typu:
'co
za szkoda, że się wybudził, powinien zdechnąć!'
'żyje? A już miałem
nadzieję, że mamy go z głowy...'
'oby nigdy nie wyszedł z
tego szpitala!'
To
bolało. I to bardzo...
Co ja
takiego im zrobiłem? Byłem aż tak złym człowiekiem?
Kim
trzeba być, żeby życzyć innemu śmierci...
Wyłączyłem
laptopa w momencie, kiedy moje oczy zaszły mgłą od zbierających
się w nich łez.
Położyłem
się na boku, starając się ułożyć jakoś rękami moje nogi.
W końcu
wykończony trudami dzisiejszego dnia opadłem na poduszkę. Łzy
cienkimi strumieniami spływały po mojej twarzy, skręcając na
każdej nierówności.
Już
nigdy nie będę płakał – powtarzałem w myślach, zaciskając
przy tym zęby.
Nigdy
więcej.
........................................................
Dłuższy niż zwykle! Zadowolone? :P
Nie będę sie na jego temat wypowiadać, bo moja opinia najwyraźniej jest Wam zbędna xd
Dedyk dla:
Dreamer - niedługo Twoje komentarze będą dłuższe od moich rdz ;P
San x - Nawet nie wiesz jak bardzo jestem szczęśliwa czytając Twoje opinie :)
A tak w ogóle... Czy to opo naprawdę aż tak bardzo różni się od tego co do tej pory czytaliście?
Bo jakoś nie chce mi się wierzyć ;P
Następny... Nie wiem kiedy, bo moja wena uległa wyczerpaniu :dd
Czekam na Wasze opinie w komentarzach ;D
Wasza Sierr ;******
Happy #FanFriday! ;D
niedziela, 26 maja 2013
12. ...Nie będzie łatwo rozstrzygnąć tej sprawy...
Następne dni mijały spokojnie.
Codziennie skazany byłem na wizyty Mezzy, która starała się
'umilić' mi czas rozmową. Na początku było ciężko i nie raz
miałem ochotę coś jej zrobić, jednak z biegiem czasu okazało
się, że wcale nie jest tak źle.
Zacząłem sam częściej wtrącać się
w rozmowę i muszę przyznać, że coraz bardziej lubiłem tą
brunetkę. Na szczęście moje mordercze wizje już więcej się nie
pojawiały. To cieszyło mnie jeszcze bardziej.
W tym też czasie, jak się
spodziewałem odwiedziła mnie policja.
Dwóch umundurowanych mężczyzn
dokładnie wypytało mnie o stan mojej pamięci i co wydarzyło się
przed wypadkiem.
Ja jednak nie mogłem im zbyt pomóc.
Sam chciałbym wiedzieć, co się stało...Kiedy natomiast zapytałem,
czy wiadomo coś więcej, otrzymałem jedynie stek wymijających
odpowiedzi i ukradkowych spojrzeń.
Nie będzie łatwo rozstrzygnąć tej
sprawy...
Była cicha noc.
Leżałem spokojnie w łóżku ze
wzrokiem wbitym w mrok, nie mogąc zasnąć.
Cały czas myślałem o tym wypadku...
Myśl, że wszyscy mnie okłamują i o czymś mi nie mówią nie
dawała mi spokoju. Na pierwszy rzut oka widać było, że coś jest
nie tak.
Porozumiewawcze spojrzenia i unikanie
sensownych odpowiedzi... Jaki to miało cel? Dlaczego nikt w tym
cholernym szpitalu nie może być ze mną szczery?! Coraz bardziej
mam tego wszystkiego dość...
Wtem moje rozmyślania przerwał dziwny
dźwięk. Coś jakby.. Skrobanie? Chyba nie znajdę lepszego
określenia. W każdym razie wśród panującej w pomieszczeniu ciszy
słychać go było bardzo wyraźnie.
Dochodził on od strony okna, które
jak zazwyczaj zasłonięte było -o ile się nie mylę- bordową
zasłoną.
Co to było?
Tak okropnie chciałem się tego
dowiedzieć...
Niestety, a może i stety ciekawość
wzięła górę nad moim rozsądkiem.
Powoli zacząłem podnosić się z
łóżka. Zabandażowana ręka dalej nieco mnie bolała, jednak było
już o wiele lepiej. Siedziałem tak chwilę, by zawroty głowy
ustały i odkryłem się. Moim oczom ukazały się nogi... Niepewnie
dotknąłem ich jedną ręką.
Ruch ten, a może moja reakcja po tym,
co się stało sprawiły, że moje serce zaczęło bić jak oszalałe,
a w mojej głowie natychmiast pojawił się przeszywający ból.
Nie mogłem wytrzymać!
Odruchowo chwyciłem się za skronie i
z grymasem na twarzy przymrużyłem oczy.
Potem znów usłyszałem tylko
przeraźliwy pisk maszyn i opadłem na łóżko.
Jedyną częścią ciała, która nie
sprawiała mi bólu były nogi.
Wiecie dlaczego?
Bo były całe w zadrapaniach, sine i
nie miałem w nich najmniejszego czucia.
...................................................
Krótki i do dupy.. Ale juz chyba powinniście się przyzwyczaić :)
Może choc trochę się Wam spodoba :)
Dedyk dla @tobewithyoutw ;******
Coraz mniej osób komentuje... no cóż. Będę pisać dla tych, którzy zostali o ile chcecie oczywiście ;)
Obiecuję, że następny będzie dłuższy i postaram się go szybko dodać ;**
Zachęcam do komentowania i zapraszam na mojego drugiego bloga <link wyżej>
Wasza Sierr ;****
Happy #SykesSunday! ;D
sobota, 11 maja 2013
11. ...'Zgadnij, kto to?'...
Jak to nie było?!
Co to miało
znaczyć?!
Nie strugajcie ze
mnie wariata! Wiem, że może coś jest nie tak z moją psychiką, no
ale już bez przesady...
Dziewczyna
jednak szybko zapomniała o zadanym przeze mnie pytaniu i po
wykonaniu codziennych obowiązków wyszła.
Po
godzinie spędzonej na zastanawianiu się o co w tym wszystkim
chodzi, jak wcześniej zapowiadano przyszli goście.
Grupka
ludzi z promiennymi uśmiechami na twarzach weszła do sali, a ja
zacząłem zabawę
w
'Zgadnij, kto to?'.
Pierwszy
z brzegu stał łysy chłopak w skórzanej kurtce i musztardowych
spodniach. Był chyba mniej więcej w wieku Joe'go... A na imię miał
Max. Obok niego w kraciastej koszuli z krótkim rękawem
odsłaniającej wszystkie jego tatuaże, z lokami na głowie stał
Jay. Następny był wysoki brunet Siva... Przy jego boku znajdowała
się jego dziewczyna Nereesha, a obok niej stała Kelsey –
dziewczyna Toma... którego tutaj nie było. Ostatnią osobą, która
mnie odwiedziła była rzucająca się właśnie w moim kierunku
drobnej budowy blondynka.. Moja siostra Jessica. Chwilę potem
utonąłem w jej drobnych ramionach, poddając się jej ogromnej
radości.
Muszę
przyznać, że to miłe uczucie jeśli komuś tak na tobie zależy i
cieszy się z twojego widoku. Nieco jednak musiałem ostudzić jej
euforię, gdyż delikatnie mówić... To cholernie bolało!
Gdy
głośniej syknąłem, blondynka szybko cofnęła się z troską
wymalowaną na twarzy, lecz szybko uspokoiłem ją, posyłając blady
uśmiech i ściskając za rękę.
-Spokojnie,
nie jestem z cukru, ale do stali też się niestety nie zaliczam –
rzuciłem żartobliwie, a w oczach i na twarzy mojej siostry znów
zagościło szczęście.
-Nawet
nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak bardzo się o Ciebie wszyscy
martwiliśmy – powiedział Max, przyglądając mi się troskliwie
-Dzięki
Max, w ogóle wam wszystkim jestem bardzo wdzięczny za to, że
przyszliście – przeleciałem po twarzach wszystkich zebranych i
posłałem im sztuczny uśmiech – A tak właściwie, jeśli mogę
oczywiście wiedzieć.. Gdzie jest Tom?
-No no,
z twoją pamięcią jednak nie jest tak źle jak nam mówiono –
uśmiechnął się Jay
-Tomowi
wypadło coś ważnego do załatwienia, ale kazał cię pozdrowić –
wtrąciła pospiesznie Kelsey
I zapadł
niezręczna cisza.
Nikt nie wiedział,
co powiedzieć.
-Czy wiadomo coś
więcej na temat wypadku? - zapytałem w końcu
Wszyscy zebrani
wymienili między sobą niepewne spojrzenia. Jakoś nikt nie wypychał
się przed szereg, by udzielić mi odpowiedzi.
Co to miało
znaczyć?
O co w tym
wszystkim chodziło?
Mam już dość
tych zasranych pytań!
-Niestety nie –
odparł wreszcie Siva – policja nawet nam nie chce udzielić
żadnych dokładnych odpowiedzi
-A ty naprawdę nic
nie pamiętasz? - odezwała się w końcu Jessica, dalej kurczowo
trzymając mnie za rękę
-mam kompletną
pustkę w głowie – westchnąłem – nawet gdybym chciał coś
sobie przypomnieć to nie potrafię
I znów zapadła
cisza.
Tym razem przerwał
ją Jay.
-Grunt, że już z
tobą lepiej, bo nie wyglądałeś za dobrze – zaczął, opierając
się o jedno ze stojących za nim urządzeń, które po chwili
zaczęło przeraźliwie piszczeć.
Przerażony chłopak
jak oparzony skoczył na nogi i w panice zaczął wciskać wszystkie
guziki na maszynie. Na jego szczęście piszczenie ustało, a loczek
z ulgą opadł na łóżko, przeczesując ręką swoje włosy.
-Uff.. Nie
sądziłem, że w tych szpitalach wszystko takie delikatne –
sapnął, po czym orientując się, że usiadła na mojej nodze
podniósł się szybko – Sorry stary, nie zauważyłem
-Nic się przecież
nie stało – odparłem odruchowo, Choć jedna rzecz mnie
zastanowiła...
Cała paczka była
u mnie jeszcze koło godziny.
Rozmawialiśmy,
śmialiśmy się, a Siva o mały włos nie wypił leżącej na
stoliku kroplówki, myśląc, że szpital ma licencję na wodę w
gumowych opakowaniach.
Kiedy zbierali się
do wyjścia, pożegnaniom nie było końca.
Wszyscy obiecali,
ze będą odwiedzać mnie jak najczęściej i postarają się
załatwić mi dostęp do telewizji lub internetu, żebym był już na
bieżąco ze wszystkimi informacjami. Byłem im za to bardzo
wdzięczny, jednak w głębi duszy pragnąłem by już wszyscy sobie
poszli.
Byłem wprost
wyczerpany tym spotkaniem, a nie wiem nawet z jakiego powodu....
Pewnie w innej
sytuacji cieszyłbym się, że są ze mną moi najbliżsi i nawet
pomimo zmęczenia chciałbym, żeby zostali jak najdłużej. Jednak
teraz... ja ich nie znałem... Nie czułem z nimi żadnej więzi i
gdyby przyszedł do mnie ktokolwiek z ulicy, nie zrobiłoby mi to
większej różnicy.
To dziwne uczucie
być na świecie sam... I przykre.
W końcu jednak
udało się wszystkim jakoś zebrać i miałem dla siebie chwilę
spokoju.
Miałem teraz
gdzieś wszystkie zagadki i szukanie odpowiedzi.
Teraz liczył się
tylko błogi spokój, którym nie miałem cieszyć się zbyt długo...
.....................................
Mecie nowy! :D
Podoba sie? :) Trochę dłuższy niż ostatnio ;P
Mam nadzieję, że nikt nie usnął xd następny postaram się dodać jak najszybciej ;)
Tymczasem zachęcam do komentowania ;D
Zapraszam również na drugiego bloga: love-is-all-i-have.blogspot.com gdzie już pojawił sie rdz ;D
Czekam na Wasze opinie w komentarzach :)
Wasza Sierr ;*****
Happy #SivaSaturday ;D
środa, 1 maja 2013
10. ...Nikogo takiego tu nigdy nie było...
Dwa ogromne szafiry stały
nieruchomo przed moimi oczami, stanowiąc cały mój świat.
Rozbłyskiwały w nich wszystkie
istniejące emocje, przez co przyciągały mnie... Wołały...
Nagle gwałtownie zaczęły się
oddalać i zatrzymały się w pewnej odległości ode mnie.
Dopiero wtedy zauważyłem, czym
naprawdę są.
Przede mną siedział właśnie
szaro-czarny kot, o niesamowicie zielonych, szafirowych oczach,
przypatrując się mi z zainteresowaniem.
Po chwili machnął ogonem, odwrócił
się i zaczął iść przed siebie w otaczającą nas mgłę.
Niepewnie ruszyłem zanim.
Wędrówka zdawała się trwać
godzinami, aż w końcu mgła stała się rzadsza, a kot zatrzymał
się
w miejscu.
Spojrzałem przed siebie.
Jakieś 100 metrów od miejsca, w
którym stałem rozciągał się czarny pas jezdni, a w oddali pędził
po niej grafitowy samochód. W pewnym momencie auto wpadło w
poślizg, robiąc piruet zaczęło dachować i zatrzymało się na
pobliskim drzewie, które pod wpływem uderzenia złamało się i
spadło na maszynę.
Nie mogąc się powstrzymać
pobiegłem w tamtym kierunku.
Z roztrzaskanej mazdy unosiły się
cienkie smugi dymu. Coraz mniej pewnie zaszedłem pod drzwi od strony
kierowcy. Były w lepszym stanie niż druga połowa pojazdu, lecz i
tak trudno było przypuszczać, że ktokolwiek mógł przeżyć ten
wypadek...
Mimowolnie dotknąłem resztek auta,
a wtedy w moich uszach ponownie rozległ się histeryczny krzyk:
-NIEEEE!
Gwałtownie
otworzyłem oczy.
Kropelki potu
niespiesznie spływały po moim ciele, które pod wpływem nagłej
agonii zaczęło mnie piec.
Niech ten koszmar
już się skończy... Proszę...
*
-Panie
Sykes, halo... Nathan – usłyszałem cichy szept.
Leniwie
podniosłem jeszcze odrobinę zapuchnięte powieki i z niechęcią
spojrzałem na twarz uśmiechniętej od ucha do ucha blondynki.
-Wiem,
że pewnie ciągle jesteś zmęczony i musisz odpoczywać, ale
chciałam tylko powiadomić cię, ze będziesz miał dziś gości –
rzuciła radośnie.
Gości?
Ciekawe,
czy Joe też przyjdzie... Po jego ostatnich słowach pożegnania
szczerze w to wątpiłem... Ale i tak byłem zaciekawiony.
Po
sprawdzeniu wyników i zmianie kroplówki dr. Hearn opuściła moją
salę, a na jej miejsce przyszła Mezzy.
-Jak się
dziś czujemy? - zapytała, przekraczając próg pomieszczenia.
Nie
uzyskała odpowiedzi...
Patrzyła
na mnie oszołomionym wzrokiem, nie ukrywając zaskoczenia, a jej
mina nie była już tak radosna jak kilka sekund wcześniej.
-Czy
wszystko w porządku? - zapytała ponownie, jednak zamiast odpowiedzi
z moich ust padło inne pytanie, przed którego zadaniem nie mogłem
się powstrzymać.
-Kto ma
mnie dziś odwiedzić?
Brunetka
z niekłamaną ulgą podeszła bliżej i siadła na łóżku.
-Dzisiaj
mają przyjść twoi przyjaciele, o ile dobrze mi wiadomo –
uśmiechnęła się
-A Joe?
- zapytałem szybko, zanim dziewczyna znowu zaczęła paplać
-Jaki
Joe? Nikogo takiego tu nigdy nie było – odparła
zdezorientowana...
............................................................................
Starałam się, żeby był dłuższy i ciekawszy... Nie wyszło xd
Dziękuje wszystkim osobom,które zostawiły komentarz pod ostatnim rdz :)
Nie sądziłam, ze ktoś to przeczyta...
Staram sie jakoś rozwinąć akcje i mam nadzieję, że w końcu mi się to uda!
Czeka na Wasze opinie dotyczące tego rdz i mam nadzieję, że nie będą za ostre ;P
Kiedy next? Zobaczymy kto wgl będzie go chciał :)
Jeśli chcecie się ze mną skontaktować lub macie jakieś pytanie, piszcie:
mail: sxsierra@interia.pl
twitter: @Sx_Sykox
ask: http://ask.fm/SykesLady
Jeszcze raz zachęcam do komentowania!
Wasza Sierr ;*******
Happy #WantedWednesday! :D
sobota, 27 kwietnia 2013
9. ...To to!...
Następnego dnia obudziłem się
oddychając ciężko.
Znów miałem sen... Tylko... Ja go nie
pamiętam!
Może to i lepiej... Ale.. Miałem
dziwne wrażenie, że było w nim coś ważnego, coś co pomogłoby
mi rozjaśnić moją przeszłość.
No nic, najwyraźniej to jeszcze nie
czas.. O ile odpowiedzi moment kiedykolwiek nadejdzie.
Dochodziła godzina 10, więc
tradycyjnie odwiedziła mnie pielęgniarka.
Kompletnie nie zwracając na mnie
uwagi, zaczęła przygotowywać jakieś lekarstwa.
Przyjrzałem jej się dokładnie. Była
to ta sama brunetka, która przyszła do mnie... licząc na mój czas
wczoraj lub 2 dni temu. Kruczoczarne włosy dziewczyny spięte były
w luźnego koka, a biały fartuch podkreślał wszystkie walory jej
figury. Może nie miała idealnej sylwetki, ale mimo to i tak była
ładna.
Lustrując ją wzrokiem natrafiłem na
coś, co przyciągnęło moją uwagę. Był to średniej wielkości
srebrny pierścionek z zielonym kamieniem w środku.
Tak! To to! Na pewno coś podobnego
widziałem wcześniej! Jeszcze nie pamiętam gdzie, ale nie mogę się
mylić.
W tym momencie moje skronie zaczęły
pulsować, a ja poczułem narastający ból. Ale musiałem być
pewien...
-Czy to jest szafir? - zapytałem
cicho, lecz na tyle głośno by mnie usłyszała i podniosłem rękę
wskazując na przedmiot znajdujący się na jej palcu.
Mezzy – jak chyba miała na imię –
gwałtownie odwróciła się w moim kierunku, upuszczając przy tym
tacę. Wbiła we mnie swój zaskoczony wzrok, otwierając usta. Stała
tak przez chwilę, a gdy lekko ochłonęła, jakby budząc się z
trans, szybko zerknęła na swój pierścionek
-T..tak, to szafir - wyjąkała
-Przepraszam, nie chciałem cię
przestraszyć – wychrapałem, posyłając jej blady uśmiech
W duchu śmiałem się, że mój gest
potrafi wywołać taką reakcję.
Dziewczyna odwzajemniła uśmiech i
powróciła do poprzednich czynności .
-Nic się nie stało – zaczęła,
podnosząc z podłogi rozrzucone na wszystkie strony lekarstwa –
ja.. Po prostu nie spodziewałam się... Że no wiesz... Znaczy, że
pan...- plątała, starając się znaleźć odpowiednie słowa
-Żaden ze mnie pan, jestem Nathan... A
tak przynajmniej mi mówią – postanowiłem jakoś rozluźnić
sytuację.
-Mezzy - rzuciła promiennie, po czym
kompletnie rozwiązał się jej język i zaczęła gadać jak najęta.
-Nareszcie... Bla bla... Dr. Hearn się
ucieszy.. Bla bla...
Irytowała mnie coraz bardziej tą
swoją niewyparzoną gębą. Przez chwilę miałem ochotę podejść
do niej i zrobić coś żeby już więcej się nie odezwała, a moje
ciało zaczęły przechodzić dreszcze gdy o tym myślałem.
Mocno zacisnąłem oczy, próbując
odgonić te chore wizje.
Tylko skąd one w ogóle się wzięły?
I... Dlaczego to mi się podobało?...
Pogrążony w rozmyślaniach nie
zauważyłem nawet jak brunetka zakończyła swój monolog i opuściła
salę zostawiając mnie sam na sam, ze sobą.
......................................................................
Krótki i do dupy xd
Przepraszam Was, że musicie cos takiego czytać...
Ci, którzy przeczytali - biję pokłony
Ci, którzy nie - nie dziwie się
Usunęłam wszystkie ankiety z tego bloga, bo usuwane były z nich odp... wiec nie było sensu.
Jeśli chcecie, zebym skonczyła to opo, to wystarczy napisać, a dam sb z tym spokój ;)
Nie wiem czy ktoś jeszcze tu zaglądnie, ale jeśli tak sie stanie to proszę, żeby zostawił po sb ślad w postaci komentarza :)
UWAGA! Przywróciłam mojego dawnego bloga http://love-is-all-i-have.blogspot.com/ ! Będę go teraz prowadzić ze wspaniałą Alicee_ więc będzie on o wiele lepszy niż poprzednio ;D
Następny rdz, o ile będziecie chcieli moze w majówkę, co wy na to?
Jeszcze raz zachęcam do komentowania ;)
Wasza Sierr ;*****
Happy #SivaSaturday! ;D
Subskrybuj:
Posty (Atom)





